Wadowice24.pl
 
  Moje miasto - Wadowice.
  Marcin Wadowita
  Franciszek Suknarowski
  Jędrzej Wowro
  Ada Sari.
  Karol Józef Wojtyła.
  Józef (Rafał) Kalinowski.
  Krótka historia gorzeńskiego Muzeum.
  Emil Zegadłowicz.
  Asygnaty kasowe
  Okres okupacji...
  Oni nie doczekali...
  Znasz li ten kraj?
  Historia fary.
  List od Przyjaciela...
  Trochę smutna Kremolandia.
  Historia mojego miasta...
  Autor materiału "Byłem kierownikiem biura poselskiego..." - drugi raz niewinny!
  Byłem kierownikiem biura poselskiego...
  Wiersze Juliana Tuwima
  Erotyki Jerzego Romana Jaglarza
  Roch Polus - wiersze
  Wiersze różne...
  Galerie
  Kontakt
Strona prywatna.
List od Przyjaciela...

List od Przyjaciela.

Chciałbym w tej pisanej formie, kontynuować naszą nocną rozmowę z końca października. Degustując "starostówkę", trochę czytaliśmy zafascynowani starodrukami i w miarę upływu czasu w butelce, dyskutowaliśmy zawzięcie. O historii także. Dałeś mi wtedy do przeczytania rękopis historii Wadowic a raczej zarys tej historii. I o tych piekielnych, historycznie przeciętnych dziejach, piszę... Na początek, jednak trochę rozważań metodologicznych. Historia potocznie to zbiór wiedzy o wydarzeniach z przeszłości np. Wadowic. Winien to być zbiór wydarzeń ważnych. No właśnie, co dla ciebie jest z przeszłości ważne, co dla mnie a co np. dla Kowalskiego. Widać to na przykładzie historii najnowszej. Aby zachować względny obiektywizm, należy odrzucić emocje, z których jesteśmy niestety genetycznie ukształtowani. Historia pełna jest fałszu i każdy dzień na nowo historię fałszuje. Z tego musimy zdawać sobie sprawę. Historia to wbrew pozorom nauka bardzo żywa. To nie powtarzanie w kolejnych publikacjach, tego co zebrali lub zaopiniowali poprzednicy bez jeszcze jednego zanalizowania. Zbieranie danych historycznych, poglądów już publikowanych, sumowanie tego i ogłaszanie wszem jak czyni to wielu (np. Nowakowski) jest pracą pożyteczną lecz wiedzy naszej nie poszerzy. Historyk musi także wnikać w zdarzenia przeszłe, w postacie, w sytuacje, wydarzenia, analizować je, wczuwać się w motywacje, uwarunkowania by jego hipotetyczna pierwotnie interpretacja dziejów, stawała się prawdą historyczną.
To uwaga pierwsza. Druga dotyczy stałego uświadamiania sobie, że myśmy w równej nam Europie kiedyś już byli. Cezurę naszych obecnych uwarunkowań narodowych stanowi okres reformacji. Ten czas zaliczyliśmy wspólnie z innymi krajami Europy. Okres reformacji pozostawił trwałe ślady w kulturze Europy, która jawi się nam niczym Olimp i do której zmierzamy. Największe żniwo w cywilizowanej Europie, zebrała kontrreformacja w Polsce. Od tamtej chwili nie podnieśliśmy się dosłownie z klęczek. Całkowite zmonopolizowanie ducha narodu przez jedną instytucję ideologiczną, podporządkowanie jej władzy świeckiej, stworzyło przepaść między nami a Europą, trudną do odrobienia. Okazuje się, że wzorem dobrej gospodarki, dobrych społecznych stosunków, wysokiej, europejskiej kultury, są zachodnie tereny naszego województwa, Ziemia Cieszyńska, gdzie zrządzeniem historii ostały się idee reformacyjne. Czyli pamiętaj, w Europie już byliśmy. To druga uwaga. Trzecia to komentarz S. Noworyty ze znanej ci publikacji "Demony Lechistanu". Autor pisze o zaprogramowaniu narodu poprzez taką a nie inną interpretację historii na wrogość wobec sąsiadów. To od czasów kontrreformacji katolicka Polska ma niemal naturalnego wroga w protestanckich Niemcach czy prawosławnej Rosji (unia brzeska). Historia, ta obecna, szkolna przede wszystkim, programuje następne pokolenia Polaków w tym i Wadowiczan, na "kantuj Niemca", "Ruska hołota", "Pepiki tchórze", "bronić kościoła przed Żydami", "Polska Chrystusem Narodów", "nikt nam naszej WOLNOŚCI nie zabierze" i tym podobne dyrdymały nawijane od ambony po katedrę. Tyle uwag. Ad rem.
Dotychczasowi historycy Wadowic, początki miasta utożsamiają z pierwszą zachowaną wzmianką o Wadowicach jako mieście. Próby zgłębienia przyczyn i początków osady czynił jedynie najlepszy jak dotąd historyk tych terenów, Józef Putek z Choczni. Były to jedynie próby. Jedyną sensowną jak dotąd tezą tłumaczącą początki Wadowic, jest moja praca z 1987 roku, którą szeroko przywołujesz. Dziwi mnie jedynie, że piszesz, iż "to jednak domysły oparte na legendzie, nie udokumentowane historycznie". Bujda, żadnej legendy nie było i nie ma. Oczywiście, że nie zachowały się żadne dokumenty. Jeżeli trudno jest zdobyć dokumenty z okresu po 1945 roku, dotyczące wszelkich spraw, to co sobie wyobrażasz, że historia to tylko to na co jest papier? Praca A. Nowakowskiego pn. "Z dziejów miasta i parafii Wadowice", popularna i uznawana jako naukowa, jest jedynie kompilacją wcześniejszych publikacji i nic, dosłownie nic w materii interpretacji historycznej nie wnosi. Jest dobra, bo zwięźle, bez potrzeby gmerania po bibliotekach, przybliża aktualny stan piśmiennictwa i dokumentu. I tyle. Dlatego, dopóki nie znajdziesz lub kto inny nie przedstawi logiczniejszego uzasadnienie powstania osady Wadowice, ta moja interpretacja od czasu jej opublikowania, stała się prawdą historyczną a nie legendą jak piszesz. Jo ci nie bajkopisorz ani Bajarz.
Wadowice, powstawały w czasach świeckiej walki o władzę. Czas był gorący a przecież chodziło o pieniądze. W II poł. XIII w., z mocy Krzywoustego testamentu i dalszych rozdrobnień, Polska przypominała nasze rolnictwo okoliczne. Poszatkowane terytorium na księstwa, państewka wielkości niejednej, obecnej gminy. Jeżeli dawna dzielnica śląska zaczęła popierać własne, należne starania o seniorat czyli Kraków, naturalnym była jedność w interesach. W tym zespołowym interesie piastów śląskich, każdy z nich pamiętał przede wszystkim o sobie. Nie sądzę, aby w tamtym okresie znaczyło coś pojęcie Polska, ojczyzna itp., jeżeli dzisiaj trudno znaleźć pierwszeństwo dobra publicznego przed prywatą np., u posłów. Dlatego powstanie osady Wadowice, podyktowane było potrzebami militarnymi (komunikacja, łączność) a nobilitowanie osady do rangi miasta miało wymierne, finansowe uzasadnienie. Wszak inna jest ranga finansowa i polityczna księstwa mającego niewiele terenu ale aż 5 miast. A może zaliczenie już wtedy Wadowic do miast podyktowane było ustrojem. Przecież nie była to wieś prywatna, dobro kościelne czy siedziba pana. Może jedyne umocowanie w niewdzięcznym i niebezpiecznym terenie Wada jako osadnika a jednocześnie wojownika, czyli człeka jak na owe czasy światłego i wolnego mogło mieścić się w formule prawnej miasta? Interesującą hipotezę pochodzenia nazwy miasta daje J. Rajman w "Studiach z dziejów miasta" (Wadowice 1997). Czy zależny, zniewolony poddany, niewolnik będzie dobrze wykonywał polecone zadanie utrzymania szlaku granicznego i obrony granicy? Pierwszym osadnikiem musiał więc być wojownik, może były, człowiek wierny księciu ale nie zniewolony. Taki mógł gwarantować sensowność powołania osady. Jedyną formą utrzymania tej granicznej placówki, było prawo samorządowe, miejskie.
Uczynił to zapewne samodzielny już książę oświęcimski, Władysław.
Czym są miasta nadgraniczne, chyba wiesz. To zawsze w historii najlepszy rozwój cywilizacyjny notowały miasta portowe i graniczne. Bo stąd wiodła droga w świat i tędy świat przychodził. Nie inaczej było z Wadowicami. Cały czas jesteśmy w bliskości granicy. Nawet za Austrii, skorzystaliśmy na tym, gdyż z tego powodu św. Rafał Kalinowski założył tu zakon. Byliśmy najbliższym za granicą Rosji miastem posiadającym gimnazjum. Także i dzisiaj, łatwiej mi jechać do Cieszyna czy na Słowację po wino i spirytus, niż Polakom np. z kieleckiego. I ta bliskość granicy kształtowała osadnictwo. Stąd do dzisiaj zapożyczenia w potocznej mowie z niemieckiego i czeskiego. Widać to np. w tradycji i etnografii mieszkańców okolic Andrychowa. A ileż to mieszanych małżeństw powstało li tylko z faktu zlokalizowania w Wadowicach 56 austriackiego pułku. Miasteczko było małe, biedne i łupione co jakiś czas przez księcia lub jego wrogów. Jedyną obroną była uległość. Ludność żyła z rolnictwa i hodowli, bez względu na urodzaj, warunki, klęski, wójtostwo Mikołaj pobierało należny; niemały podatek na rzecz zamku w Oświęcimiu a później Zatorze. Dochodziły do tego podwody, obowiązki nagonki, robót itp. Każdy, któremu książę był coś winien, mógł bezkarnie złupić miasto. Mieszczan nikt nie bronił. Wobec nadanego administracji księcia, wobec każdego właściciela ziemskiego, byli niczym. Mieli lepszy nieco statut od niewolnych chłopów czy zagrodników. Dlatego nie ma się co dziwić, jedyną nadzieją i ostoją sprawiedliwości, był majestat króla. Po inkorporacji księstwa do Korony, zatwierdzone zostały przywileje, dodane nowe, a znaczące jak na owe czasy miasteczko czy to z radości, że już nie ma księcia, czy też z zapobiegliwego włazidupstwa, znaczyło się miasteczkiem JKM. W tym przełomowym okresie żyje i działa pierwszy ze znanych Wadowiczan, Marcin z Wadowic Wadowita. Słusznie zauważasz, że przydomek Campius bliższy jest twojej interpretacji niż pochodzący od nazwiska Kępka. Zresztą w posiadanym przeze mnie wykazie mieszczan z 1599 roku, takie coś nie występuje. Miasto wtedy to ruchliwy już ośrodek, skrzyżowanie traktów handlowych. Na jarmarki przybywają kupcy z Czech, Niemiec czy egzotycznego wschodu. Aktywizuje się konkurencyjny dla wiślanego szlak podgórski. Do stolicy dzień drogi. To tak jak Grójec pod Warszawą. Nie dziwota, że ambitny, ciekawy świata, samodzielny Marcin zwiewa czyli "ucieka z roli" do Krakowa a jedynym dostępnym mu w Akademii kierunkiem jest św. teologia. Dostępnym obyczajowo i ekonomicznie. Dochodząc do zaszczytów nie zapomniał o swojej drodze i dlatego jego starania szły w kierunku dbałości o dobro żaków. Dlatego był tak popularny i przez studentów obierany na rektora kilkanaście razy. I okazuje się, że ten wybitny teolog. Funkcjonariusz kościoła był jednocześnie człowiekiem wysokiej tolerancji, pacyfistą, księdzem z poczuciem humoru co dzisiaj jest rzadkością. W czasach szalejącej kontrreformacji, pogromu arian, kalwinów, luteran, w czasach fanatyzmu katolickiego jedynie on z hierarchów kościoła bronił innowierców przed linczem katolickiego tłumu. Sztandarowa postać do głoszonego przez jego krajana ekumenizmu. Czy ten rys osobowości Wadowity ukształtowały jego kontakty naukowe z innowiercami czy może dzieciństwo, wychowanie w przygranicznym miasteczku, pełnym różnych wpływów. Trudno powiedzieć.
W okresie reformacji bliskie Wadowicom parafie opanowane były przez kalwinizm i arianizm. Po prostu właściciele dóbr rezygnowali z katolicyzmu przechodząc wraz z poddanymi do innych wyznań. Dyktowane to było i wyższym poziomem wiary, wiedzy ale przede wszystkim likwidacją finansowych i materialnych zobowiązań. Znaczne musiały być podatki i zobowiązania na rzecz kościoła katolickiego, że tak gromadnie wiara uciekała do innych wyznań. Wadowice w owym czasie były filią parafii Woźniki (jakiś czas Mucharz) i możliwe, że mieszkańcom tak dotkliwie zobowiązania kościelne nie dokuczały.
Kontrreformacja silną ręką przywraca monolit kościoła. Z ruin niegdysiejszego zamku barwałdzkiego, jako pokutne wotum buduje Zebrzydowski na górze Żar kościół Ukrzyżowania a później całą Kalwarię. Wadowice mocno zbliżają się do Krakowa stając się prawie przedmieściem stolicy. Coraz mniejsza jest motywacja osiedlania się w mieście, nawiedzanym przez klęski, choroby i przejezdny tłum. Jak poczekalnia, czasowy pobyt a kto odważniejszy i ambitniejszy, ucieka z miasta. Bliskość potężnego Krakowa z jego ofertą dla ludzi, powoduje, że Wadowice nie są konkurencją i nie potrafią zatrzymać ludzi. Rozwój znaczenia politycznego szlachty (wolność, wolność, rozdrobnienie itp.) miast pomóc mieszczanom, powoduje jedynie kłopoty. XVII wiek, to początek pasma klęsk, rozbojów, kontrybucji wojennych (wojny szwedzkie, z Moskwą, Turcją, Ukrainą) i nieudolności rady. Kto wartościowszy uciekał z tej mieściny. Dobija miasto ekonomicznie udział w konfederacji barskiej (1768), której głównym celem o paradoksie była obrona wiary.
Zauważ, to taka dygresja, że traciliśmy zawsze wolność i samostanowienie z przyczyn własnych. Nieudolności, słabości militarnej, ekonomicznej, kłótliwości, zawiści i zaprzedania. Oczywiście nie bez wpływu były interesy wrogów, to one dominowały ale pomagaliśmy im jak tylko można było. W sytuacji odwrotnej, odzyskania samostanowienia, wolności - to zawsze działo się za przyczyną międzynarodowych układów. Tak się kształtowała nasza "walka" o niepodległość od XVIII w. Na nic się zdały zrywy i powstania, jak przyszło do stanowienia to inni decydowali. Tak było za Napoleona, Królestwa Kongresowego, po I wojnie i po II wojnie światowej.
Przyjęło się, że rok 1772, pierwszy rozbiór Polski, to początek okresu niewoli, germanizacji, okupacji, nieszczęść itp. A przecież, gdyby nie panowanie Austrii to nie byłoby obecnych Wadowic. W najlepszym przypadku bylibyśmy takim Zatorem albo przemysłowym Andrychowem. Zauważ, że wszystko co obnosimy z bufonadą jako naszą, wadowicką tradycję, to pokłosie austiackiego panowania i CK Galicji.
Martyrologia narodu tworzyła się głównie pod zaborem rosyjskim. Literatura romantyczna skutecznie ukształtowała obecną egzaltację narodową okresem zaborów. To do tej pory wciska się młodzieży niezrozumiałe Dziady i inne dziadostwa. Nałóż na to wojnę polsko-bolszewicką, podlej 1 i 17 września, Katyniem i "krwawą, komunistyczną okupacją po 45 roku" i będziesz miał egzystencjalny sens całego, prawicowego fundamentalizmu narodowego, który o dobry Boże, znajduje oparcie i poparcie w kościele. Czyż to nie paranoja i paradoks dziejowy?
Miasto już w 1772 roku, złożyło cesarzowej Austrii przysięgę hołdowniczą, jednak nie był to wyraz poniżenia i poddaństwa ale zapobiegliwości dyktowanej strachem. To samo co 200 lat wcześniej z powołaniem "miasteczka JKM". Nasi protoplaści, nie mieli innego wyjścia, ich jedyną obroną majątku, nędznego żywota i jakiej takiej wolności - było poddaństwo. Te same motywacje rządzą dzisiaj zachowaniem rajców miejskich. Też poddaństwo jest ich formą zachowawczą. Co zmieniała się opcja polityczna - Wadowice składały akty poddaństwa. A to księciu, królowi, konfederatom, cesarzowi kilkakrotnie, prezydentom, naczelnikom, generałom, sekretarzom, biskupom i kogo tam historia na drodze postawiła. Tego typu zachowanie mieszczan stało się nawykiem, nikt od nich celebry hołdowniczej nie oczekiwał ani nikt do takiego zachowania miasta nie zmuszał. Zawsze znalazło się kilku kacyków władzy samorządowej, którzy wykazywali w tej materii wyjątkową nadgorliwość. Nie inaczej jest i dzisiaj. Dla mnie dmuchane pojęcie "papieskie miasto Wadowice" ma takie samo znaczenie i motywację jak niegdysiejsze "królewskie". Wtedy dodawało się jeszcze "wolne" aby nie było wątpliwości. Jest to narodowa cecha Polaków czyli cała para w gwizdek. Łatwiej jest zmienić herb, flagę, napisać manifest do króla, powitać godnie biskupa czy rozpowszechnić okazjonalnie dobro magistrackie niż zająć się istotnymi sprawami polepszającymi kondycję miasta i jego obywateli. Łatwiej uprawiać propagandę czyli cały potencjał wcisnąć w gwizdek bo słychać i widać. I taki sposób samorządu miasto w przeważających okresach prowadziło.
Pierwszą inwestycją Austrii (trudno mi pisać o zaborcy, który inwestuje) był gościniec cesarski. Niedaleka Lanckorona, miasteczko ówcześnie większe od Wadowic, nie wyraziło zgody (czyli mogło stanowić) na prowadzenie gościńca przez jego teren. I to był główny powód upadku miasta dzięki czemu zachowało się jako XIX w. skansen. Cesarski gościniec, nie tylko połączył Wiedeń z Krakowem i Lwowem, nie tylko miał znaczenie strategiczne ale pomógł małym jak Wadowice miasteczkom. Ruszył handel i komunikacja. Miasto zaczęło się otwierać na zewnątrz jak niegdyś w czasach pogranicza. Obywatele, poddani cesarza, po raz pierwszy od kilkuset lat poczuli się bezpieczni w swoim mieście. Oczywiście, że wprowadzono austriacki ordung, ale skończyło się bezhołowie tworzone przez braci Polaków. Ludzie mieli świeżo w pamięci wojnę 1768-1772, kontrybucje i napady. Nikt im nic nie zabierał (jak to nic, a wolność? a cóż znaczyło pojęcie wolność dla ówczesnych), nikt nic nie likwidował a wręcz przeciwnie, miastu zaczęło przybywać a mieszkańcy otrzymali pracę (choćby gościniec). Na to wszystko ten niedobry zaborca i okupant potwierdza wszystkie przywileje miasta. Tu jest Austria a gdzieś tam, za kordonem istnieje Polska i Warszawa. Bliżej przekonują się o tym Wadowice w czasie insurekcji kościuszkowskiej. Ale generalnie jesteśmy na uboczu wielkich wydarzeń historycznych przełomu wieku XIX, dziejących się na terenie Polski. Tu wdrażane są reformy austriackie m.in. wprowadzono obowiązek podatkowy także dla szlachty i KLERU. Reforma józefińska ogranicza ekonomicznie i politycznie Kościół, rozwój tolerancji religijnej wytrzebionej przez kontrreformację, objęto nauczaniem podstawowym wszystkich chłopców obowiązkowo. Czyż tak czyni zaborca?
Po kongresie wiedeńskim powstaje Rzeczpospolita Krakowska a rok 1819 przynosi dla Wadowic diametralną zmianę sytuacji miasta. Rok ten, pomijany przez dotychczasowych historyków wadowickich, jest w/g mnie datą fundamentalną dla współczesnych Wadowic. Niby sprawa prozaiczna, administracja cesarska przenosi siedzibę cyrkułu (obszar województwa) z Myślenic do Wadowic. Dlaczego pozbawiono Myślenice statusu miasta cyrkularnego, mimo dobrego, komunikacyjnego położenia i postanowiono inwestować w małą, liczącą ok. 1000 dusz mieścinę. Stolica cyrkułu to jak dzisiaj stolica województwa. Centrum administracji, sądownictwa, szkolnictwa itp. Co było przyczyną przeniesienia siedziby do Wadowic. Przewertowałem dostępne źródła, oczekiwałem wytłumaczenia w tzw. studiach prowadzonych przez Nowakowskiego. Nic. Możliwe, że zachowały się dokumenty w CK archiwum w Wiedniu lub galicyjskim we Lwowie. Wydaje się jednak, że decyzja przeniesienia siedziby do Wadowic była powodowana m.in. także interwencją jednego z poddanych dworu wiedeńskiego.
I tu dochodzimy do jednej z niewyjaśnionych dotąd zagadek z historii Wadowic. Jeszcze w II Rzeczpospolitej, naprzeciw wadowickiego gimnazjum, w tzw. ogródku sądowym, stał pomnik, popiersie jednego z najbardziej zasłużonych wadowiczan, człowieka, który w/g mnie stworzył obecne Wadowice, barona Józefa von Bauma. Jakże cholerne fobie o nacjonalistycznym podłożu noszą od pokoleń wadowiczanie (zresztą nie tylko), że wyrzucili z mieszczańskiej pamięci tą sylwetkę, i to podejrzewam z powodu niemieckojęzycznego nazwiska. Bo, albo wróg, albo, nie daj Boże Żyd. Rodowity Austriak, z dobrego, skoligaconego z dworem wiedeńskim rodu, miał nieszczęście osiedlić się w okolicach Wadowic. I tak pod koniec XVIII wieku Antoni Baum zakupuje Kopytówkę i osiedla się na Ziemi Wadowickiej. Nie jest to odosobniony przypadek. Od tamtych czasów zaczyna się wielkie "mieszanie" ludnościowe. Jak już wspomniałem, miasto u austriackich początków było tak wyniszczone przez "patriotyczne" zrywy, że odebrano miastu prawa, zaliczając je do osady targowej, najpierw w powiecie zatorskim, a po kilku latach w cyrkule myślenickim. Dobijają miasto i okolice wojny napoleońskie. Na marginesie, to z tego okresu pochodzi "legenda" o pobycie księcia "Pepi" Poniatowskiego w majątku w Zawadce, o potomku, płk Zagórskim i jego epizodzie w czasie puczu Piłsudskiego, zwanego przewrotem majowym. I jak taka targowa osada, bez perspektyw, zaplecza, gospodarki, zamieszkała przez kilkadziesiąt rodzin, w zdecydowanej większości analfabetów, mogła zostać stolicą cyrkułu o powierzchni prawie równej obecnemu województwu. Z pocz. XIX wieku jedyny budynek murowany to obecne prezbiterium kościoła w Rynku czyli ten kawałek, gdzie jest główny ołtarz bez zakrystii i naw. Dopiero w pierwszych latach XIX wieku zaczęto budować klasycystyczne domy przy ul. Kościelnej 4 i 6. A naokoło drewniane lepianki między kałużami i błotem, z całym dobytkiem na zewnątrz. Smród, totalne dziadostwo, ubóstwo materialne i umysłowe. Owszem, dobre położenie, jak podkreślają lokalni historycy, na skrzyżowaniu ważnych traktów, legło u podstaw awansu miasta. Owszem, gościniec cesarski z Wiednia do Lwowa miał pierwszorzędne znaczenie, przebiegał też przez Myślenice. Trakt południkowy, na Maków, udrożnił dopiero pierwszy od 1834 roku starosta wadowicki, Loserth. Toż to w Myślenicach było korzystne i strategiczne położenie. Inna sytuacja zachodzi na wadowickiej wsi. Tam wprost przeciwnie. Rosną i rozwijają się nowe majątki i fortuny. Dawne dobra narodowe (królewskie), majątki klasztorne, Austria po przejęciu sprzedaje, szukając kasy. Kupuje, kto ma forsę. Nabywcami stają się nuworysze, kupcy, mieszczanie i Żydzi. Rodowa szlachta zostaje zdominowana przez nowobogackich. Okres, niejako analogiczny do obecnego. Lata wojen, to koniunktura dla producentów zboża i trzody. I znowu kasa. Dochodzi do tego, że najmniejszy, okoliczny szlachciura, mający kilka hektarów i świadomość rodowodu, mógł z powodu indolencji mieszczan trzymać "za pysk" całe Wadowice. Jak ta historia lubi się powtarzać. Wracając do przyczyn przeniesienia siedziby cyrkułu z Myślenic do Wadowic, należy także pamiętać o polityce gospodarczej Metternicha po Kongresie Wiedeńskim. Ale, to był jedyny przypadek korekty cyrkularnej. Wybranowski wspomina, że na przełomie wieku wizytował Galicję następca tronu wiedeńskiego, syn Leopolda II, późniejszy cesarz Franciszek II. Spotkał się on w Myślenicach ze szlachtą m.in. księstwa zatorskiego. I tu, na tym spotkaniu, honoru dobrze urodzonych analfabetów, bronił spolszczony Austriak, dwudziestokilkuletni Antoni Baum. I może następnym etapem usamodzielnienia tej targowej osady, było wykupienie w 1802 roku od właścicielki M. Hulanickiej, przez miasto praw własności, tzw. praw dominikalnych. Była to jedyna przeszkoda dla pełnego samostanowienia.
Okres był fatalny, uwikłana Austria w wojny z Francją, reformy józefińskie, policyjna polityka cesarza, kryzys powojenny i na to wszystko reformy jednego z najlepszych ekonomistów, Metternicha. Wśród wielu znaczących decyzji, była ta jedna istotna dla przyszłości Wadowic. Ile w niej było świadomej polityki administracyjnej państwa a ile wpływu Antoniego von Bauma na taką właśnie decyzję, trudno dzisiaj powiedzieć. Faktem jest, że od spotkania szlachty księstwa zatorskiego z następcą tronu, coraz bardziej rosło znaczenie rodziny Baumów, zaufanych wiedeńskiego dworu i lokalnej szlachty. Antoni von Baum został mianowany przez cesarza C.K. Radcą Dworu, jednym z najmłodszych, a syn Antoniego, Józef pełnił wiele znaczących funkcji, był m.in. posłem reprezentującym Polaków, i co ważniejsze, długie lata był prezesem Koła Polskiego w wiedeńskim sejmie. On, Austriak. Antoni i Józef leżą pochowani w grobowcu przed kościołem w Marcyporębie. Dobrze, że miejscowi parafianie dbają o jedyny obecnie ślad bytności na naszej ziemi familii, tak zasłużonej dla Wadowic. Może kiedyś, mądre Wadowice uhonorują ponownie Bauma. Ale czy Wadowice będą kiedyś działać rozumem a nie bezmyślną emocją. Austriackie gadanie. Tamten okres, budowy współczesnych Wadowic, był rozumny i może być wzorem dla współczesnych. Niestety współczesne Wadowice sądzą, że są pępkiem świata i mają monopol z racji narodzin papieża na wszechwiedzę opatrznościową. Po 1819 roku miasto zaczęło gwałtownie się rozwijać. Po zlokalizowaniu podstawowych urzędów, sprowadzono austriackich urzędników: Czechów, Węgrów, Austriaków, Polaków i innych. Dominowało wojsko, koszary dla potężnego terytorium rekruta, urząd cyrkularny, skarbowy, celny, podatkowy i 300 osobowa straż graniczna. Z Wadowic zawiaduje się całym obwodem. Powstają obiekty, służące do dzisiaj administracji. Gdybyś tak spokojnie się zastanowił i popatrzył na miasto w jego historycznym układzie, to do dzisiaj 90 % budynków publicznych służących współczesnym, wybudowała Austria. No wiadomo Polacy, ale administrowani przez Austriaków. My stworzeni jesteśmy przez Boga czy naturę raczej do burzenia. A może tak nas zaprogramowano przez 100 lat "państwa i wiary"? W 1848 roku pozwolono wreszcie osiedlać się Żydom w mieście. Czekali ze swoim kapitałem w okolicznych dworach i karczmach. Tytus kupił od Hupperta Gorzeń, a Huppert wybudował w Wadowicach papiernię. Jak kilka lat temu w Mucharzu, oszołomione chłopstwo brało odszkodowania od zapory za gospodarstwa, by w większości kapitał skonsumować, tak wtedy, wadowiczanie sprzedawali swoje małe poletka i domki w rynku żydowskim handlowcom. Ci łączyli je w duże parcele i budowali Wadowice. Te obecne. Tak powstał cały Rynek i centrum. Inwestycjom sprzyjał potężny kryzys żywnościowy w połowie XIX wieku, spowodowany m.in. powtarzającymi się epidemiami cholery. Okres tzw. rabacji, kiedy Austria wypuściła chłopów na patriotyczną szlachtę, był dla nas spokojny. Zniszczono parę dworów ale dzięki mądrości burmistrza Stankiewicza (a grobowiec na cmentarzu się sypie) nie doszło w Wadowicach do samosądu. Ziemia Wadowicka z uwagi na bliskość granicy z Rosją była terenem azylu dla popowstaniowych emigracji jak i bazą dla ruchów w Księstwie a później Królestwie Kongresowym. I tak, powstaniec Gostkowski, właściciel dóbr tomickich, musiał eskortować przyjaciela powstańca, pierwszego osadnika żydowskiego w Wadowicach. Jak współcześnie w Izraelu. Po styczniowym zjawił się tu młody Kurowski i wielu innych. Powstało gimnazjum i przybyło światłych ludzi. Miasto uzyskało linie kolejowe a zza kordonu, z Czernej przybył Rafał Kalinowski ze swoimi studentami. Później przybyli pallotyni i siostry nazaretanki. W międzyczasie I wojna światowa załatwiła nam nieopodległość i zaczęliśmy się sami rządzić. Na efekty trzeba było niewiele czekać. Prawie 150 lat bezpaństwowości a jednak w trzech zaborach katolicyzmu, doprowadziło do takich paradoksów, że mój dziadek Ludwik, feldfebel austriacki, walczył na froncie przeciw dziadkowi mojej żony Basi, jako poddany rosyjski. Obaj katolicy i Polacy. A teraz co się dzieje. Czy to nie środowiska prawicowo-katolickie znowu dążą do skłócenia ludzi? Przecież kretyński wniosek uznania PRL-u za okupację, PRL-u w którym te kretyny zdobywały wiedzę, to analogia z wypuszczaniem Polaków na siebie przez zaborców, wrogów. I gdzie ta mądrość po szkodzie. A Kościół miast zahamować ten kretynizm, to milczy. Na początku niepodległości, po tych 150 latach, zastrzeliliśmy pierwszego, demokratycznego, wybranego przez nas prezydenta. Profesora politechniki w Zurychu, który zostawił uczelnię dla "kochanej" Ojczyzny. Zdążył jeszcze zaprojektować pierwszą zaporę wodną w Porąbce. Zastrzelił go fundamentalista katolicki. Jak zauważyłeś, prawicowe środowiska często powołują się na tradycje II Rzeczpospolitej, tej z lat l9l8-39. Obecna władza przede wszystkim. Tak ugruntowuje się legenda nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością. A nasza narodowa rzeczywistość, to totalna głupota i naiwność. Mądry Polak po szkodzie. G.... prawda. Po szkodzie, tak samo głupi. Otóż ta nasza niepodległość w 1918 roku, nota bene Piłsudski i cała legenda Legionów, to kolejny przykład wykorzystania Polaczków przez jednego z wrogów przeciw drugiemu. Tak było za Napoleona, to samo myśmy czynili z Ukraińcami. W tym roku okrągła, 80. rocznica niepodległości. Odzyskania, utraconej w wyniku narodowej głupoty epoki saskiej niepodległości, odzyskania dzięki międzynarodowej sytuacji, staraniom prywatnym kilkunastu Polaków na emigracji a nie czynowi zbrojnemu. Bo trudno legendę Legionów, czyli naiwność Polaków wykorzystanych przeciw Rosji, zaliczyć do czynu decydującego o niepodległości. Jeżeli początki polityczne II Rzeczpospolitej były fatalne, to militarnie, byliśmy potęgą. Do dzisiaj karmimy się bajeczkami o wojnie polsko-bolszewickiej jako reakcji na całe poddaństwo wobec Sowietów. Cud nad Wisłą należy bardziej zawdzięczać jeszcze tępszym Rosjanom niż opatrzności. Tylko sześć lat, od 1920 (po wojnie) do 1926 roku uczyliśmy się demokracji. Niełatwej, bo obcej naszym narodowym przywarom. Zirytowany Piłsudski pogodził wszystkich, wziął za mordę całą demokrację i stworzył specyficzny rodzaj dyktatury, za którą tęskni chyba większość Polaków. Przewrót majowy to kilkaset zabitych w obronie demokracji, bo rządy tzw. sanacji trudno zaliczyć do demokratycznych. Okres po 1989 roku przypomina nieco ten po I wojnie. Brakuje tylko autorytetu, jakim był Dziadek, a Naród, ta ponoć światła tkanka, poszedłby jak w dym za dyktaturą, rezygnując z demokracji. Takie symptomy spotykamy codziennie. Niby każdy elektorat w miarę wykształcony, ma wolną wolę, rozum a wzorem stada idzie na lep emocji. Legend, obiecanek cacanek i tzw. autorytetów podpieranych Panem Bogiem, bo to najtrwalsze w Narodzie. A później szara rzeczywistość dopiero daje lekcję, wszyscy szukają winnych nie widząc ich w sobie, we własnej głupocie i naiwności. Swoje winy lokują gdzie się tylko da. Od sześciu lat, bardzo dobry dziennikarz i publicysta, beznadziejny i cyniczny niegdyś rzecznik komunistycznego rządu, Jerzy Urban - uczy, czym jest demokracja, otwartość publicznego życia i polityki. Obnaża ciemnotę, nieudolność, złodziejstwo i bandytyzm różnych ekip i instytucji. I co z tego. Straty w miliardach złotych pokrywane z naszych podatków a Urbana wszyscy znają, lecz nikt się do niego nie przyznaje. Twierdzę, że kiedyś historia doceni Urbana. Jego bezkompromisowość, która pozwoliła Polakom otworzyć oczy na wiele zjawisk. Doceni historia to, że w okresie naistotniejszych przemian, poprzez stałe, drastyczne uświadamianie, daje ciągle lekcje demokracji, wyręczając ponoć apolityczną szkołę, telewizję itp. Doceni jako inicjatora normalności, o ile my kiedykolwiek do standartowej, europejskiej normalności dojdziemy. Nikt nie trawi prawdy, która w oczy kole, a w tygodniku NIE prawda kole nasze pseudowartości, nasze narodowe orientacje, przywary i opinie. Naszą mentalność, hodowaną przez setki lat na potrzeby ideologii dogmatów. Lat temu kilka, prawica przy każdej opinii podpierała się Jerzym Giedroyciem, wybitnym intelektualistą emigracyjnym. A dzisiaj, Giedryć dla prawicy niewygodny, bo miał czelność mieć własne opinie, jakże inne od oczekiwań fanatycznej prawicy. Przepraszam, że tak cholernie nadaję wiecznie poirytowany ale trudno mi być obojętnym na to co dzieje się współcześnie. Zastanawiam się, dlaczego, mimo otwarcia Polski na świat, mimo anten satelitarnych, mądrych i światłych publicystów, ruchu bezwizowego, nadal poklask zyskuje prawicowo fundamentalny populizm. Ile w tym wszystkim z jednej strony zakłamania, cwaniactwa, polityki, celebry i hochsztaplerstwa, a z drugiej prymitywnej naiwności ludu w środku Europy. Ja swoją teorię mam i jeżdżąc od lat siedemdziesiątych na saksy w Europę, mogłem poznać normalność dosyć szybko i poznać przyczynę naszej siermiężności. Przez prawie pół wieku, realny socjalizm sowiecki edukował społeczenstwo poprzez swoją filozofię. Wcześniej, byliśmy edukowani pod potrzeby każdej władzy: pana, plebana, dziedzica, zaborcy, okupanta itp. Zmieniały się doraźne ideologie a surogatem nadziei normalności był zawsze Kościół. I to jeden, dominujący czyli monopolista. Oczywiście, zaraz powiesz, że tylko dzięki wierze, kościołowi, księżom, Naród zachował swoją substancję i jest taki. NO WŁAŚNIE - dlatego jest TAKI. Niezbędnym warunkiem wejścia Polski do cywilizacji, do kręgu krajów demokratycznych, jest oddzielenie materii od ducha, pieniądza od uczucia, czyli co cesarskie (czytaj państwowe) to cesarzowi a co boskie to Bogu. Kościół jako instytucja musi się ucywilizować. Tego wymaga od nas Europa, do której ponoć dążymy. Taki rozdział był w XIX wieku niezbędny, aby zachód nie stanął w miejscu. Ciągle podkreślamy nasz katolicyzm, obnosimy się jak papugi z naszą wiarą i tą wiarą podpieramy co się tylko da. Doszło do tego, że całość naszego doświadczenia życiowego, zdobywana jest na wiarę albo przez wiarę. Nawet jeżeli dotyczy to wiary, to ciężko nam sięgnąć po Pismo Święte, coś zrozumieć, pojąć, by mieć WIEDZĘ. Wiedzę własnej wiary. A tak, to na wiarę przyjmujemy wszelkie informacje jedna pani drugiej pani, a w telewizorze mówili, a słyszałam, a podobno komuniści to a socjaliści tamto, a tamta urzęduje z tym a ten nakradł i się śmieje, tam kupuj bo tanio albo lepsze, tego nie używaj bo to grzech itd, itd. Wiara dominuje przy zakupach, decyzjach życiowych i w społecznym życiu.
Urasta to wszystko do rangi narodowego uniwersytetu, gdzie wiodącym wydziałem jest ambona. Różnie klasyfikowano społeczeństwo, zależnie od potrzeb budowano podziały i tworzono kategorie. Na własny użytek, pod szeroko rozumianą filozofię bytu, można podzielić nas na dwie podstawowe kategorie. Pierwsza, która w drodze poznania kieruje się ROZUMEM I WIEDZĄ i druga kategoria, która kieruje się WIARĄ. A ponieważ wśród Polaków od zarania dziejów wiedza nie cieszyła się sympatią, co w ostatnich kilku latach dało się wyraźnie zauważyć, stąd kierowanie się w decyzjach życiowych i społecznych wiarą. W nasze lenistwo, niechęć do wiedzy, skutecznie weszły wszelkie instytucje bazujące na niewiedzy, naiwności i wierze. Stąd wiele politycznych karier, zbudowanych naiwną wiarą ślepego, biednego bo głupiego elektoratu. A jak już ta wiara wylansuje jako swojego reprezentanta wykształconą osobistość, to i tak stopień nawiedzenia przysłania całkowicie stopień inteligencji, nie mówiąc o stopniu naukowym. "A Pon Bócek sie ino śmieje...". Tak jak w tej Legendzie o ostatnim powsinodze; "Jo se tak myśle, że Pon Bóg już odpuścił to naucanie tego ludu znad Wisły i Skawy. Może w Jego planach, musi być na Zimi taki przykład dlo inszych, jak wyglondo głupota, cimnota i do cego moze doprowadzić. Nawet w Jego imiyniu"...
Ostrzeżenie!  
  Okienkko logowania nie jest wyświetlane, ponieważ dodatek "Ukryte strony" nie został aktywowany na tej stronie  
Reklama  
   
Stronę odwiedziło już 34787 odwiedzający (86162 wejścia) osób.
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=