Wadowice24.pl
 
  Moje miasto - Wadowice.
  Marcin Wadowita
  Franciszek Suknarowski
  Jędrzej Wowro
  Ada Sari.
  Karol Józef Wojtyła.
  Józef (Rafał) Kalinowski.
  Krótka historia gorzeńskiego Muzeum.
  Emil Zegadłowicz.
  Asygnaty kasowe
  Okres okupacji...
  Oni nie doczekali...
  Znasz li ten kraj?
  Historia fary.
  List od Przyjaciela...
  Trochę smutna Kremolandia.
  Historia mojego miasta...
  Autor materiału "Byłem kierownikiem biura poselskiego..." - drugi raz niewinny!
  Byłem kierownikiem biura poselskiego...
  Wiersze Juliana Tuwima
  Erotyki Jerzego Romana Jaglarza
  Roch Polus - wiersze
  Wiersze różne...
  Galerie
  Kontakt
Strona prywatna.
Okres okupacji...
Okres okupacji...
czyli krótki rys o wojnie...
Już we wrześniu 1939 roku, mimo wcześniejszych zapewnień Naczelnego Wodza, że „... nie odda nawet guzika od żołnierskiego munduru” oraz plakatów z hasłem „... silni! zwarci! gotowi!”, załamała się obrona wojsk polskich, okupant opanował terytorium całej Polski. Mieszkańcy Wadowic stanęli przed nową, nieznaną rzeczywistością. Sprzeczne informacje i komunikaty powodowały masową ucieczkę ludności cywilnej, która w przerażeniu tarasowała drogi, utrudniając przemieszczanie się wojsk polskich. Zachowanie takie prowadziło także do licznych w tym czasie tragedii - zgrupowanie w jednym miejscu dużej liczby osób stanowiło łatwy cel dla załóg samolotów nieprzyjaciela. Już drugiego dnia niemieckiej okupacji na zatłoczonym odcinku drogi w Choczni od zrzuconych przez niemieckie samoloty bomb zginęło 40. osób, w tym 29 osób cywilnych.
4 września, do opustoszałego miasta wkroczyły wojska niemieckie, witane kwiatami przez nielicznych pozostałych tu Niemców, z niecierpliwością oczekujących na... swoich. Nastąpił całkowity rozpad obowiązującego wcześniej porządku oraz ustanie działań obowiązujących do tego czasu praw. Na magistracie, szkołach i innych instytucjach powiewały flagi okupanta, a powracający już nie do Wadowic, ale do „Wadowitz Ober Schlesien” z bezcelowej tułaczki mieszkańcy zapoznawali się z jego obwieszczeniami i komunikatami rozwieszanymi na słupach ogłoszeniowych i murach „Adolf Hitler Platz” - bo tak nazwał okupant wadowicki rynek. Wzywały one do oddawania broni i radioodbiorników oraz zachowania ustalonej przez okupanta „dyscypliny”. Informowały również, że za naruszenie praw okupanta i obowiązków okupowanego grozi śmierć. Polacy po załatwieniu spraw meldunkowych, otrzymaniu dokumentów okupanta, zgłaszali się do swoich poprzednich miejsc pracy. Zakazem pracy objęto Żydów, została im zabroniona wszelka działalność - był to początek czekającej ich w niedalekiej przyszłości gehenny. Ostatnie dni września wzbudziły w wadowiczanach nadzieję - profesor gimnazjum, germanista Józef Titz otrzymał od niemieckiego starosty zgodę na rozpoczęcie nauki w placówce, którą jednak po zapoznaniu się z nazwiskami wykładowców i uczniów zamknięto na pozostałe lata okupacji.
Już 10 listopada 1939 roku Wadowicami wstrząsnęła tragiczna informacja o aresztowaniu członków pierwszej grupy konspiracyjnego podziemia. Z domu przy Alei Wolności hitlerowcy zabrali m.in. Stefana Boryczkę, Jana Dudonia i Wincentego Bałysa, młodego utalentowanego plastyka, absolwenta wydziału rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, członka wspomnianej wcześniej grupy plastyczno-literackiej „CZARTAK II” powstałej pod patronatem poety Emila Zegadłowicza. Aresztowani nigdy nie wrócili do swych domów, zostali rozstrzelani w Krakowie 22 grudnia 1939 roku.
Faszyści, eliminowali wszelkie przejawy polskości - zamurowali na frontonie kościoła parafialnego tablicę poświęconą Henrykowi Sienkiewiczowi, wyrzucili księży z plebani oraz Domu Katolickiego i zrabowali z ich pomieszczeń meble, rozbili posągi Juliusza Słowackiego i Emila Zegadłowicza w gimnazjum, podjęli próbę zniszczenia figury św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus usytuowanej do dnia dzisiejszego w jednym z okien zabudowań Karmelu, z nienawiści oraz chęci zniszczenia ducha patriotyzmu i wolności wśród wadowiczan spalili ogromny stos polskich książek na placu Papierni, z których jednak setki najwartościowszych pozycji zostały wcześniej wyniesione, uratowane przez pracujących tam prawdziwych wadowickich Polaków-patriotów. Pracownicy zakładu ogrodniczego, wybudowanego jeszcze przed wojną w Parku Miejskim, uratowali od zniszczenia, stojącą przy jednej z alejek parku figurę Matki Bożej Królowej Korony Polskiej, poświęconą przez ks. Andrzeja Zająca, jednego z proboszczów wadowickiej parafii, wywożąc ją na czas okupacji na tutejszy cmentarz. Nie udało się jednak uratować cennych XVI i XVII-wiecznych druków, biblioteki i zbioru świątków beskidzkich Jędrzeja Wowry zagrabionych przez hitlerowców dla uzupełnienia swoich prywatnych kolekcji z gorzeńskiego „Murowańca”. W listopadzie 1939 roku miasto zostało włączone do „rdzennych” ziem niemieckich - z granicą na rzece Skawie - co wiązało się z uruchomieniem pracy nowych instytucji i urzędów. W Wadowicach zjawili się wraz z rodzinami niemieccy urzędnicy, celnicy, policjanci i aby ich osiedlić należało wyrzucić wadowiczan z ich własnych mieszkań. W ten sposób m.in. wysiedlono mieszkańców wielu domów w mieście i prawie wszystkich mieszkańców ulicy Aleja Wolności, pozostawiając nielicznych właścicieli domów (niezbędnych do pracy na rzecz nowo przybyłych Niemców) w ich suterenach bądź piwnicach (m.in. rodziny: Jodłowskich, Nieciaków, Ślusarczyków). W budynku byłego Towarzystwa Upiększania Miasta Wadowic i Okolic w Parku Miejskim Niemcy pozostawili także wdowę po zmarłym przed wojną ogrodniku Rudolfie Wyrobie, Zofię w raz z trójką dzieci, zmuszając wszystkich do pracy w tamtejszych obiektach ogrodniczych. Najmłodszy z rodzeństwa w chwili wybuchu wojny miał zaledwie 11 lat.
Pod zarząd władz niemieckich przeszły zakłady pracy, majątki miejskie i instytucje publiczne. Wyznaczono godzinę policyjną. Zakupy podstawowych artykułów pierwszej potrzeby zostały ograniczone wprowadzonymi przez okupanta kartkami żywnościowymi - w większości przypadków papierami bez pokrycia w towarze. Na okolicznych rolników Niemcy nałożyli tzw. „obowiązek kontyngentowy”, spłacany przez okupanta także kartkami, najczęściej na alkohol. Nie wywiązanie się przez rolnika z tego obowiązku groziło wywiezieniem całej jego rodziny do obozu zagłady. Okupant zlikwidował natychmiast wadowickie, polskie drukarnie a pozostawione pod swoim zarządem wykorzystywał jedynie do druku publikowanych obwieszczeń i list osób rozstrzelanych. Polaków obejmował zakaz organizowania się, korzystania z restauracji i cukierni.
Kolejnym celem dyskryminacji byli Żydzi, których w samych Wadowicach mieszkało ok. 2 tysiące. Początkowo wszystkich, aby nie było wątpliwości co do przynależności rasowej, oznakowano gwiazdą Dawida naszytą na noszonej odzieży i kierowano do najgorszych prac. Idąc w kolumnach zmuszani byli do śpiewania piosenki „... my biedni Żydacy, robili na nas Polacy, dziś przyszedł Hitler złoty, nauczył nas roboty...”.
2 lipca 1942 roku specjalny oddział Gestapo zebrał Żydów z miasta i okolicznych wiosek aby ścieśnić ich w getcie zlokalizowanym w obrębie ulic okalających upamiętniający tamtą tragedię Plac Bohaterów Getta. W tymże 1942 roku zniszczono całkowicie synagogę, z której gruz przeznaczono m.in. na utwardzenie trzęsawiska w ulicy Aleja Wolności (vis a vis Willi Józefówki) oraz budowę nowych obiektów szklarniowych na terenie parku. 10 września 1943 roku rozpoczęto likwidację wadowickiego getta. Nie kończąca się kolumna wadowiczan wyznania mojżeszowego kierowana była na boisko szkoły podstawowej przy ul. Sienkiewicza, gdzie pędzeni na zagładę musieli zostawić resztki swojego dobytku, zawiniątka, kosztowności itp., by stamtąd, odarci ze wszystkiego co mieli, łącznie z godnością ludzką, iść dalej w milczącym bólu na stację kolejową, z której w bydlęcych wagonach pozostała im tylko jedna droga - w kierunku Oświęcimia i Bełżca. Większość z nich nigdy stamtąd nie wróciła, a pamięć tamtego holocaustu upamiętnia pomnik i nieliczne mogiły indywidualne na miejscowym cmentarzu żydowskim. Jednak niewielki odsetek mieszkańców getta nigdy nie wsiadł do wagonu bydlęcego, a wszystko za sprawą wadowiczan, którzy z narażeniem życia nieśli pomoc swoim dotychczasowym współziomkom, ratując ich od niechybnej śmierci w machinie zagłady okupanta. Trudno w tym miejscu byłoby wymienić nazwiska zarówno niosących wówczas pomoc, jak i uratowanych, gdyż jak na warunki prowincjonalnego miasteczka są to liczby dosyć duże, a w większości nawet trudne do ustalenia.
Wróćmy jednak do roku 1940. 10 grudnia Niemcy przywozili do wadowickiej szkoły przy ul. Sienkiewicza i gimnazjum całe rodziny chłopskie z okolicznych wsi. Tu oczekiwały one kilka dni na wywóz w głąb Generalnej Guberni, na tereny województw: lubelskiego i jędrzejowskiego. Tak rozpoczęła się zakrojona na szeroką skalę akcja przesiedlania chłopów - szeroko zakrojona czystka etniczna prowadzona przez okupanta. Wczesnym świtem wpadała policja okupacyjna i wielkim krzykiem oraz groźbami zmuszała ludzi do natychmiastowego opuszczania swoich rodzinnych domów, nie zważając na płacz dzieci i rozpacz wypędzanych. Dawano pół godziny na spakowanie się, a wolno było zabrać ze sobą tylko tyle ile każdy mógł unieść. Reszta dobytku zostawała dla nowych „właścicieli”. Tak wysiedlono Chocznię, z której wywieziono ponad 1000 osób. Tą samą metodą wysiedlono Mucharz, Śleszowice, Radoczę, a w dniu 12 grudnia Inwałd i Zawadkę. Niemcy wiedzieli, że najgroźniejszym i najbardziej twardym przeciwnikiem są chłopi, kochający swoją ziemię, dlatego germanizację prowadzili w/g dawnych, wypróbowanych wzorów z czasów hakaty i Bismarcka. Na miejsce polskich chłopów przywozili Volksdojczów z Wołynia, Besarabii i Bukowiny.
Okres ten był tragedią polskich rodzin zamieszkujących wsie na zachodnim brzegu Skawy do dzisiaj nie opracowaną naukowo.
Okres okupacji był przede wszystkim okresem walki o polskość. Patrioci, prawie natychmiast po wkroczeniu okupanta, podjęli działalność konspiracyjną. Do niej, oprócz działalności członków różnych organizacji bojowych (ZWZ, AK, BCh i inne), należy zaliczyć ratowanie dzieci przed zniemczeniem, poprzez wiedzę i patriotyczne wychowanie, przekazywane w trakcie zorganizowanego na szeroką skalę tajnego nauczania. Niemcy co prawda zezwolili na „nauczanie”, które jednak ograniczało się do podstaw czytania, pisania i rachowania. Aby umocnić w młodych ludziach patriotyzm i wiedzę nauczycielski ruch oporu, inicjowany przez przedwojennych lewicowców, powołał do życia Tajne Ogniska Nauczycielskie przekształcone później w Powiatowe Tajne Komisje Oświaty i Kultury. W Wadowicach do takiej komisji należeli m.in.: dr Józef Sołtysik (przewodniczący), Michał Kornelak, Ludwik Jach, Henryk Gawor oraz Józef Heriadin. To oni przekazywali wiedzę oraz organizowali komplety prowadzone przez profesorów wadowickiego gimnazjum, m.in.: Mariana Ćwiertniaka, Kazimierza Forysia, Jana Gebhardta, Szczepana Grudniewicza, Czesława Panczakiewicza, Józefa Titza, Helenę Rokowską i Stefana Zagórskiego. Egzaminy ze zdobytej wiedzy zdawano przed Komisją, której przewodniczył Henryk Gawor. Dzięki poświęceniu w/w w latach wojny szkołę średnią ukończyło ponad 70-ciu słuchaczy. Dzisiaj mówią o tym dokumenty przechowywane wówczas z narażeniem życia przez dr J. Sołtysika i dr W. Jacyszyna. Mimo tych sukcesów środowisko nauczycielskie Nadskawia poniosło poważne straty - w latach 1940-1942 hitlerowcy aresztowali 24 nauczycieli, z których 17 zamordowali w obozach w Mauthausen i Oświęcimiu. Byli wśród nich: Maria Kuśmierska, Tadeusz Kotlarczyk, Jan Szklarz, Rudolf Wójcik i Tadeusz Kowalczyk - mieszkający i pracujący w Wadowicach.
Tajne nauczanie nie było jedynym zajęciem dra Józefa Sołtysika w czasie okupacji. Wspólnie z lek. Zygmuntem Czapikiem, wykorzystywali swoje umiejętności oraz posiadaną wiedzę, aby ratować swoich współobywateli przed wywózką na przymusowe roboty w głąb Rzeszy. Czasem było to tylko sfałszowanie niezbędnego zaświadczenia, a innym razem pozorowany zabieg chirurgiczny czy nawet fingowana śmierć zagrożonej wywózką ofiary...
Inną działalność konspiracyjną prowadziła organizacja „Biały Orzeł”. Jej członkowie zajmowali się nasłuchem zagranicznych stacji radiowych i rozpowszechnianiem zasłyszanych informacji wśród mieszkańców miasta podczas organizowanych zebrań patriotycznych. Oni też zapłacili wysoką cenę. W marcu 1941 roku członkowie grupy: Genowefa Brańka, Zofia Bukłatowa, Jadwiga Drozdowska, Waleria Hyżowa, Barbara Śmieszek, Kamila Targosz Zofia Woźniak, Stanisława Lempart, Genowefa Lempart, Apolonia Barska, Jan Woźniak, Florian Styła, Jan Skowronek, Józef Majchrzak, Antoni Lempart oraz Edward Barski - zostali aresztowani i wywiezieni do obozu w Oświcimiu, z którego nigdy nie powróciło sześciu z nich.
Ten krótki fragment okupacyjnej historii Wadowic nie jest wstanie, nawet w drobnej części wymienić wszystkich mieszkańców grodu, których kości kryją kurhany na wszystkich kontynentach. Śmierć spotkała ich w różnych miejscach i z rąk różnych oprawców. Obok Gestapo i NKWD na życie polaków czyhali również członkowie grup zbrojnych. To m.in. z rąk Mieczysław Spuły, Mieczysława Wądolnego, Jana Sałapatka i wielu, wielu innych, ginęli po wojnie ci, którzy w okresie okupacji własną krew przelewali za wolną Polskę. Z rąk oprawców ginęli szczególnie ci mieszkający na wsi, ginęli banalnie; za pieniądze, których akurat nie mieli, za nałożony polski mundur, za niechęć oddania gęsi, ginęli doczekawszy kilka, kilkanaście dni wcześniej upragnionej od sześciu lat wolności...
Ostrzeżenie!  
  Okienkko logowania nie jest wyświetlane, ponieważ dodatek "Ukryte strony" nie został aktywowany na tej stronie  
Reklama  
   
Stronę odwiedziło już 35433 odwiedzający (87973 wejścia) osób.
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=