Wadowice24.pl
 
  Moje miasto - Wadowice.
  Marcin Wadowita
  Franciszek Suknarowski
  Jędrzej Wowro
  Ada Sari.
  Karol Józef Wojtyła.
  Józef (Rafał) Kalinowski.
  Krótka historia gorzeńskiego Muzeum.
  Emil Zegadłowicz.
  Asygnaty kasowe
  Okres okupacji...
  Oni nie doczekali...
  Znasz li ten kraj?
  Historia fary.
  List od Przyjaciela...
  Trochę smutna Kremolandia.
  Historia mojego miasta...
  Autor materiału "Byłem kierownikiem biura poselskiego..." - drugi raz niewinny!
  Byłem kierownikiem biura poselskiego...
  Wiersze Juliana Tuwima
  Erotyki Jerzego Romana Jaglarza
  Roch Polus - wiersze
  Wiersze różne...
  Galerie
  Kontakt
Strona prywatna.
Oni nie doczekali...
>>Trudno jest nam ogarnąć cały rozmiar zła, jakie jest udziałem człowieka. Jest ono w końcu tajemnicą większą od człowieka i głębszą od jego serca. Ogrójec i Kalwaria Chrystusa również mówią nam o tym. One jednak równocześnie świadczą, że w dziejach człowieka, że w jego sercu, rozprzestrzenia się inna Tajemnica, w której Odkupienie człowieka pracuje aż do końca dla wykorzenienia zła. Poprzez tę tajemnicę, poprzez Odkupienie Chrystusa, przybliża się nie tylko dzień Sądu, ale również dojrzewa do swego wypełnienia "ziemia nowa i niebo nowe", w którym "Sprawiedliwość mieszka". Wtedy: sam Bóg "otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie...<<
Jan Paweł II – papież
 
Październik, 1944 rok. Skrywana, przed okupantem, radość ogarnia mieszkańców Nadskawia. Z informacji docierających z frontu wnioskują, że nareszcie nadchodzi tak długo oczekiwana wolność...
Edward Wyroba
Oni nie doczekali...
 
W nocy z 27/28 października 1944 roku, do zabudowań mieszkańców przysiółka Podlas w Lgocie przybył, prowadzony z kieleckiego przez żołnierzy z grupy Tadeusza Gregorczyka i miejscowych przewodników (Mieczysław Kowalczyk i Stefan Cichoń z Zygodowic), oddział radzieckiego desantu, w liczbie około 50 osób (przedzierający się w rejon Babiej Góry), którym dowodził mjr Bruno Skuteli (z pochodzenia prawdopodobnie Jugosłowianin i równie prawdopodobne, że do dzisiaj mieszka w Warszawie). Po zarekwirowaniu Piotrowi Orzechowskiemu z Lgoty, zarejestrowanej przez okupanta trzody chlewnej, partyzanci przystąpili do przygotowywania posiłku. Na podworcu zabudowań Marcina Ciapy dokonali uboju zarekwirowanego tucznika. Poruszali się po okolicy bez zachowania jakichkolwiek środków ostrożności, mimo, iż było im wiadome, że w pobliżu przebiega trasa przemarszu żołnierzy wroga, wiodąca z Witanowic, gdzie w budynku miejscowej plebanii mieściło się dowództwo niemieckie, do Wysokiej, miejsca lokalizacji hitlerowskiej placówki TODT. Około godziny 1300 jeden z partyzantów zameldował d-cy oddziału, o nieudanym ataku, na czterech żołnierzy niemieckich, jadących wspomnianą wyżej drogą z Wysokiej do Witanowic. Kiedy hitlerowcy zjechali furmanką z Lubani i znaleźli się pomiędzy zabudowaniami Wojciecha Kwarciaka oraz Józefa Kłaputa, nastąpił atak ze strony rozlokowanych tam partyzantów. Niemcy jednak nie podjęli walki i uciekając, jak najszybciej starali się znaleźć poza zasięgiem skierowanego w ich kierunku ognia. Nie ponosząc strat, dotarli do Witanowic. Po otrzymaniu meldunku o akcji zaczepnej, dowództwo niemieckie podjęło decyzję o likwidacji oddziału partyzanckiego. W tym celu, około godziny 1400, skierowało w miejsce jego lokalizacji 10-cio osobowy oddział żandarmerii niemieckiej, który jednak, po krótkiej wymianie ognia, został doszczętnie rozbity przez partyzantów radzieckich przebywających w zabudowaniach Andrzeja Curzydły, w liczbie około 20-tu osób. Podczas walki, od kul zginęło ośmiu żandarmów niemieckich, a ranna została córka gospodarza, Joanna (z męża Borowska), której życie uratował niemiecki chirurg, wykonując w wadowickim szpitalu zabieg operacyjny. Dziewiąty z hitlerowców, który bezpośrednio po dotarciu na Podlas rzucił granat do stodoły Andrzeja Curzydły, został pojmany przez ludzi z lasu i zmuszony do wejścia w ogień, przez siebie wzniecony (chwilę po wejściu w ogień został przez jednego z partyzantów zastrzelony). Pozostały przy życiu ostatni z żandarmów zbiegł z pola walki w kierunku zabudowań Piotra Orzechowskiego, aby drogą okrężną, obok zabudowań Franciszka Garleja i Józefa Iry, dotrzeć do sztabu. Zastrzelonych Niemców przewiózł na plebanię w Witanowicach, wracający furmanką od budowy bunkrów w Wysokiej, Józef Chudy. Po tej potyczce mjr Bruno Skuteli, nie troszcząc się o dalszy los tych, którzy użyczyli gościny jemu i jego ludziom, zarządził wymarsz całego oddziału. Po zgrupowaniu na Lubani, oddział prowadzony nadal przez dwóch wspomnianych już przewodników, odmaszerował w kierunku Kalwarii, aby rozlokować się w rejonie „Włodkowej Góry”. W tym samym czasie dowództwo niemieckie, w odwecie za poniesione straty, wydało rozkaz spalenia zabudowań przysiółka Podlas w Lgocie i wymordowania jego mieszkańców. Jeszcze tego samego dnia (28.10), w zabudowaniach Józefa Szczerbika, zamieszkałych przez rodzinę Wojtasów, aresztowano braci Wincentego i Władysława Wojtasów oraz Adolfa Bednarza i Alojzego Nowickiego, których odprowadzono do zabudowań Przystała (dawny budynek poczty). W ślad za mężem (Wincentym), aby ratować jego życie, udała się Anna Wojtas (z panny Małecka), którą zatrzymano razem z pozostałą czwórką. W/g relacji właściciela domu, aresztowanych przetrzymywano w piwnicy budynku i całą noc bito (w sposób szczególnie okrutny Adolfa Bednarza).
W niedzielę, 29 października 1944 roku około godziny 800 hitlerowcy rozpoczęli pacyfikację. Niezliczone rzesze żołnierzy niemieckich (połączonych oddziałów niemieckich z Wadowic, Kalwarii, Wysokiej i Brzeźnicy), przybyły, wraz z dzień wcześniej aresztowanymi mieszkańcami Lgoty, w okolice zabudowań Józefa Kłaputa (zwanego: "Ze Sadu"), skąd poruszając się w szyku zwanym „tylarierą”, skierowali się przez tzw. "dołek" obok domu Stanisława Juchy, w kierunku Podlasu. Jeńcy szli z rękami skrępowanymi - mężczyźni z tyłu, zaś kobieta z przodu. Po dotarciu w okolice zabudowań Marii Ochman zdjęli więzy Annie Wojtas, której nakazali przygotować posiłek dla żołnierzy oddziału pacyfikacyjnego. Kiedy kobieta chwytała biegający po podwórku drób, hitlerowcy podpalili zabudowania Marii Ochman i rozpoczęli mordowanie zatrzymanych mężczyzn. Pierwszy, uznany za poszukiwanego przez Niemców "jednookiego partyzanta" (którym w rzeczywistości był Józef Pietraszewski z Radoczy, ukrywający się w domu Marcina Ciapy i leczony przez żonę hitlerowca, d-cy sztabu mieszczącego się w witanowickim dworze Lewingerów), zginął Adolf Bednarz l. 21, a potem kolejno pozostali trzej. Każdego zastrzelonego wrzucano w ogień płonących zabudowań Ochmanowej. Gdy Anna Wojtas zaczęła, klęcząc przed zbrodniarzami na kolanach, błagać o darowanie życia mężowi, który - jak zresztą pozostali - w niczym nie zawinił, Niemcy odpowiedzieli, że może odejść, lecz on (jej mąż), "bandyta, musi zginąć". Wówczas odrzekła, że skoro tak, to niech z nią zrobią to samo co z mężem - bowiem miała jeszcze nadzieję, że tak stanowczym zachowaniem uratuje męża od śmierci. Jednak hitlerowcy prowadzący akcję pacyfikacyjną nie mieli litości nad rodzicami niespełna dwuletniej córeczki. Słowa matki zadecydowały o jej losie, bo los męża był z góry przesądzony. Niemcy wrzucili Annę Wojtas żywcem do palącego się domu Wojciecha Kwarciaka. Kiedy już oddział pacyfikacyjny miał opuścić miejsce opisanej tragedii, przybyła z kościoła właścicielka płonących zabudowań, Maria Ochman l. 74. Zapytana przez hitlerowców, skąd wraca, odpowiedziała, że z kościoła, dorzucając kilka uwag na temat poczynań barbarzyńców. Ta odpowiedź rozwścieczyła Niemców, którzy zaczęli bić kobietę kolbami karabinów do utraty przytomności. Nie potwierdzone są informacje, czy dobito nieszczęsną strzałem z karabinu i dopiero potem wrzucono w ogień jej własnych zabudowań, czy wrzucono ją żywą, lecz nieprzytomną.
Śmierć tych sześciu niewinnych istot ludzkich nie zakończyła działań hitlerowców. Aby wziąć odwet za śmierć w płomieniach swojego kompana, który, jak już wcześniej napisano, wrzucił granat do stodoły Andrzeja Curzydły, udali się wstronę jego zabudowań, w części (stodoła) spalonych dzień wcześniej. Tam zastrzelili 61-letniego gospodarza w jego własnym domu, który pospiesznie podpalili. Gdy hitlerowcy odeszli w stronę zabudowań Franciszka Wołocha i Marcina Ciapy, córka Andrzeja Curzydły, Waleria (z męża Zając), z narażeniem własnego życia wyciągnęła ciało ojca z płonącego domu i przeniosła do spichlerza.
W tym czasie faszyści dopełniali dzieła zniszczenia i śmierci w w/w gospodarstwach, mordując Franciszka Wołocha l. 30, wdowca, który osierocił 4-ro dzieci. Ciało tego ostatniego żołnierze niemieccy zawlekli do jego płonącej stodoły, której pożar chwilę wcześniej wzniecili.
Tego tragicznego dnia, na trzy miesiące przed wyzwoleniem spod okupacji hitlerowskiej, zginęli:
 - Franciszek Wołoch l. 30 (wdowiec, osierocił czworo małych dzieci),
- Anna Wojtas (z panny Małecka) l. 23 (osierociła maleńką córeczkę - Barbarę, z męża Rzycką, obecnie mieszkającą w Tomicach),
- Wincenty Wojtas l. 34 (mąż Anny),
- Władysław Wojtas l. 35 (brat Wincentego),
- Adolf Bednarz l. 21,
- Alojzy Nowicki l. 46,
- Maria Ochman l. 74 (zatłuczona w bestialski sposób kolbami karabinów)
- Andrzej Curzydło l. 61.
Tu należy wspomnieć przypadek, który uratował od śmierci córki Marcina Ciapy, Marysię i Matyldę. Otóż, kiedy w obydwie dziewczynki skierowane już były lufy karabinów niemieckich, dokonujący egzekucji usłyszeli odgłosy dochodzące z pobliskiego lasu i myśląc, że to partyzanci, tam skierowali ogień. Moment ten, oraz wyjątkowo dużą tego dnia mgłę, wykorzystały niedoszłe ofiary pacyfikacji, które zbiegły z rąk oprawców.
Jak się później okazało, nie byli to partyzanci, lecz dwie małe dziewczynki ( 9 i 11 lat) o nazwisku Bydłoń (jedna z nich, o imieniu Maria z męża Chrapla obecnie mieszka w Wysokiej), wracające od rodziny do domu. Jedna z nich została ranna podczas strzelaniny.
Jak już wcześniej wspomniałem, okrutnym morderstwom towarzyszyła pożoga. Dla pełnego uściślenia faktów podaję, że okupant spalił zabudowania mieszkalne i gospodarskie: Andrzeja Curzydły, Franciszka Pyrka (Zamysłowskiego), Ludwika Malinowskiego, Józefa Kłaputa, Wojciecha Kwarciaka, Wojciecha Ochmana, Karola Ochmana, Franciszka Wołocha i Marcina Ciapy.
W dwóch ostatnich przypadkach, dzięki wielkiej odwadze i ofiarności Jana Borowskiego (obecnie mieszkającego w Babicy), częściowo uratowane zostały budynki mieszkalne. On to, jeszcze podczas obecności żołnierzy niemieckich, wykorzystując wspomnianą wcześniej bardzo silną mgłę, zalał kilkoma wiadrami wody podpalone przez hitlerowców sienniki z łóżek oraz płonące już ściany budynków.
Pomimo wydanego wcześniej rozkazu, który mówił: "wszystko spalić i wszystkich zamordować" - w godzinach południowych, w chwilę po śmierci Franciszka Wołocha, przybył konno oficer niemiecki z rozkazem natychmiastowego przerwania prowadzonych działań pacyfikacyjnych. Przypuszcza się, że na tak nagłą zmianę rozkazu duży wpływ miały nadchodzące z frontu wiadomości o klęskach ponoszonych przez armię niemiecką oraz strach żołnierzy, niewielkiej przecież placówki niemieckiej w Witanowicach, przed odwetem oddziałów partyzanckich, na wieść o zbrodni.
Ofiary pacyfikacji pochowali w nie malowanych trumnach (takie było polecenie władz okupacyjnych), w zbiorowej mogile na skraju lasu (jako "bandyci" - w/g władz niemieckich), tam w miejscu tragedii, pozostali przy życiu mieszkańcy przysiółka Podlas. Miejsce to, mimo, że szczątki ofiar po zakończeniu wojny, wiosną (12 marzec) 1945 roku, ekshumowano i przeniesiono na cmentarz parafialny w Witanowicach (była uroczysta Msza święta, za duszę śp. 10 zamordowanych, gdyż ekshumowano tego samego dnia również szczątki Karola Kota i Ignacego Mrowca, zamordowanych w Kalwarii Zeb. w dniu 24.3.1944 r. Trumny stały na platformie przed kościołem, a na katafalku stała tylko trumna symboliczna), nadal otoczone jest Ich pamięcią. Na brzegu dołu pozostałego po ekshumacji stoi, kolejny już, drewniany krzyż z podobizną Ukrzyżowanego Chrystusa, wykonany, tym razem, przez wnuka jednej z ofiar tragedii (Andrzeja Curzydły), Jerzego Borowskiego (obecnie mieszkaniec Bielska-Białej).
Lgocka tragedia była nie tyle efektem bezpośredniego udziału mieszkańców w walce z okupantem, gdzie za życie zabrane wrogom, przychodzi płacić własnym, lecz wynikiem nieprzemyślanej akcji i braku dyscypliny ze strony partyzantów, których ostoją były gościnne domostwa polskiej wsi. Za brawurę "ludzi z lasu" w przededniu zwycięstwa, krwią, męką, pożogą i dramatem sierot składali ofiarę ci, którzy żyjąc nadzieją wskrzeszenia wolnej Ojczyzny, przyjmowali bojowników ruchu oporu pod swój dach.
My, cieszący się wolnością, nie możemy zapomnieć o ofierze życia złożonej na ołtarzu wolności przez mieszkańców przysiółka Podlas w Lgocie!
Pamiętają o tym tragicznym epizodzie II wojny światowej także władze samorządowe Gminy Tomice, których staraniem w Lgocie wzniesiono obelisk upamiętniający wydarzenia sprzed 50-ciu lat. Wprawdzie nie znalazł się on na miejscu dramatu z 1944 roku, jako położonemu z dala od dostępnych tras, lecz pewnym jest, że podobna forma hołdu dla tych, co oddali Polsce największe dobro powierzone człowiekowi - życie, będzie również umieszczona na wpisanym w dzieje przysiółku.
 
Warto dodać, że jednym z dowódców akcji pacyfikacyjnej w Lgocie był Niemiec o nazwisku Weckes - przebywający w Witanowicach.
W tym samym roku (04.10.1944), hitlerowcy dokonali egzekucji 6-ciu osób z Babicy. Jej miejscem była okolica dawnej świątyni parafialnej (1663-1963) i cmentarza. Zginęli wówczas:
- Filip Szczur; l. 57,
- Antonina Szczur; l. 57,
- Bronisław Szczur; l. 35,
- Otton Szczur; l. 39,
- Jan Szczur; l. 27,
- Stefania Jabłońska; l. 52.
Powodem spełnienia okrutnego wyroku była pomoc świadczona przez rozstrzelanych dla polskiego ruchu oporu.
Ekshumowane szczątki pochowano na cmentarzu parafialnym w dniu 06. 10. 1945 roku.
 
Aby uściślić sporządzony tutaj zarys historyczny, należy dodać, że znane są także przypadki kolaboracji z wrogiem. Wskutek donosu kolaboranta gestapo aresztowało 3-ch mieszkańców Lgoty: Józefa Szczerbika, Ludwika Malinowskiego, Jana Heroda, którzy zginęli w Krakowie-Podgórzu oraz mieszkankę Wyźrału, p. Kwiatek (żonę Józefa), która po wyzwoleniu wróciła z obozu oświęcimskiego.
Znany jest również przypadek wydania przez dowództwo AK wyroku śmierci na kolaborantów. W nocy z soboty na niedzielę Wielkanocną 1944 roku, na mocy w/w wyroku, wykonano egzekucję na dwóch mieszkańcach Babicy oraz dwóch osobach ze Lgoty, znanych jako konfidenci gestapo.
Tu warto zaznaczyć, że listę osób (24) ze Lgoty, przygotowaną przez donosiciela przypadkowo odnaleziono, przez co ocalone zostało życie mieszkańców tej wioski.
Eksterminacyjne działania hitlerowców pozbawiły życia 20 osób z parafii Witanowice. Zginęli podczas pacyfikacji Lgoty, egzekucji w Witanowicach, Kalwarii Zebrzydowskiej i w Krakowie. W odległej Jugosławii poległ także por. "TOMO" Sadowski, dowódca oddziału partyzanckiego, rodem z Babicy.
 
Ponieważ "KRZYŻ LGOCKI" wędruje do Michniowa jako pierwszy niosący pamięć o tych, co życie oddali dla Polski, będąc ofiarami pacyfikacji i egzekucji dokonanych przez hitlerowców na obszarze Nadskawia, pozwalamy sobie przypomnieć, że:
- pacyfikacji i egzekucji ludności cywilnej wsi dokonano tutaj w 10-ciu miejscach.
- zginęło łącznie 69 osób - w tym 13 kobiet i 6-ro dzieci.
- zniszczono 170 zabudowań.
Oto lista miejsc tragicznych wydarzeń:
1. LGOTA (29.10.1944 - 8 osób).
2. Witanowice (04.10.1944 - 6 osób).
3. Kalwaria Zebrzydowska (24.03.1944 - 2 osoby).
4. Jaroszowice (1944 - 3 osoby).
5. Krzeszów (24.12.1944 - 3 osoby).
6. Budzów (01.1944 - 3 osoby).
7. Maków Podhalański - Zagórze (4.04.1944 - 27 osób).
8. Juszczyn (4.07.1944 - 3 osoby).
9. Sidzina (10.1943 i 25.01.1945 - 9 osób).
10. Wysoka k. Jordanowa (2.09.1939 - 2 osoby).
Dane dotyczą wyłącznie zbrodni dokonanych na bezbronnej ludności wiejskiej.
Warto jeszcze zapamiętać, że na obszarze b. woj. krakowskiego, obejmującego Pogórze, Beskidy, Podhale, Spisz i Orawę represje okupanta dotknęły 53 wsi, gdzie straciło życie 1079 osób (w tym 160 kobiet i 77 dzieci).
Zebranie materiałów nastąpiło w oparciu o relacje świadków: Jana Borowskiego, Joanny Borowskiej, Joanny Grzesiek, Rozalii Grzybczyk i Ireny Wyroba, dokumenty z USC w Tomicach i Brzeźnicy oraz dostępne publikacje (m.in. "Krótki zarys dziejów Witanowic i parafii Witanowice" - Tomice 1995 rok, "Upamiętnione miejsca walki i męczeństwa w woj. krakowskim", "Oni nie doczekali..." - "Nad Skawą" Nr 10/18/ październik 1994.).
Kopie fotogramów wykonano z oryginalnych fotografii pochodzących ze zbiorów: Barbary Rzyckiej, Marii Ogiegło, Rozalii Grzybczyk, Jerzego Borowskiego, Edwarda Wyroby i U. G. Tomice. Grafikę okładki wykonał Józef Ogiegło.
  
W dniu 25.10.1997 roku nastąpiło
uroczyste przekazanie
"KRZYŻA LGOCKIEGO"
oraz urny z ziemią pobraną na miejscu tragedii
do "MAUZOLEUM MĘCZEŃSTWA WSI POLSKIEJ"
w Michniowie.
Przy KRZYŻU, wykonanym przez p. Józefa Ogiegłę
z Woźnik,
znajduje się tabliczka z napisem
o następującej treści:
 
"29.10.1944 roku na przysiółku Podlas we Lgocie
(gm. Tomice, woj. bielskie)
złożyli ofiarę życia dla Polski,
ginąc podczas pacyfikacji z rąk hitlerowców:
Franciszek Wołoch
Anna Wojtas
Wincenty Wojtas
Władysław Wojtas
Adolf Bednarz
Alojzy Nowicki
Maria Ochman
             Andrzej Curzydło            
                                                 Rodacy pamiętają!
Lgota - Michniów - 1997 r."
Ostrzeżenie!  
  Okienkko logowania nie jest wyświetlane, ponieważ dodatek "Ukryte strony" nie został aktywowany na tej stronie  
Reklama  
   
Stronę odwiedziło już 35433 odwiedzający (87965 wejścia) osób.
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=