Wadowice24.pl
 
  Moje miasto - Wadowice.
  Marcin Wadowita
  Franciszek Suknarowski
  Jędrzej Wowro
  Ada Sari.
  Karol Józef Wojtyła.
  Józef (Rafał) Kalinowski.
  Krótka historia gorzeńskiego Muzeum.
  Emil Zegadłowicz.
  Asygnaty kasowe
  Okres okupacji...
  Oni nie doczekali...
  Znasz li ten kraj?
  Historia fary.
  List od Przyjaciela...
  Trochę smutna Kremolandia.
  Historia mojego miasta...
  Autor materiału "Byłem kierownikiem biura poselskiego..." - drugi raz niewinny!
  Byłem kierownikiem biura poselskiego...
  Wiersze Juliana Tuwima
  Erotyki Jerzego Romana Jaglarza
  Roch Polus - wiersze
  Wiersze różne...
  Galerie
  Kontakt
Strona prywatna.
Krótka historia gorzeńskiego Muzeum.
Krótka historia gorzeńskiego Muzeum
 
Od początku byłem świadkiem ponownego odradzania się Muzeum Emila Zegadłowicza, po 15. latach niebytu tej placówki na kulturalnej mapie Polski. Znam wartość trudu włożonego przez ludzi, dzięki którym placówka zaczęła tętnić życiem. Sam, na prośbę Przyjaciela, ś.p. Adama Rudla-Zegadlowicza, przez sześć lat, w miarę swoich skromnych możliwości, anonimowo przykładałem do tego rękę. I zawsze, bezkompromisowo mówiłem prawdę o tych, którzy „Gorzeniowi” pomagali oraz o tych, którzy mu szkodzili.
Jak już podkreśliłem, trwało to sześć lat. Tyle czasu poświęcił pierwszy Zarząd Fundacji na ratowanie tego, co bez Jego działań uległoby unicestwieniu. Obserwowałem te działania oraz pomagałem w nich zawsze z satysfakcją i dlatego nie mogę pozwolić, aby nowy Rada Fundatorów, składająca się z członków rodziny Emila Zegadłowicza ciężki, społeczny trud ludzi dobrej woli unicestwiała. Nie mogę tez pozwolić, aby ta sama Rada Fundatorów okłamywała społeczeństwo swoimi zapisami na oficjalnej stronie Muzeum Emila Zegadłowicza. Ponieważ nie mam wpływu na odwrócenie kart historii, zmuszony jestem zapoznać społeczeństwo z przyczynami działań, które być może nie pozwolą nigdy na urzeczywistnienie marzeń pierwszego Prezesa Zarządu Fundacji „Czartak” - prof. Franciszka Suknarowskiego.
Moja decyzja jest ostateczna, przede wszystkim z uwagi na pamięć o Przyjacielu, gdyż za takiego, do ostatnich dni życia, uważałem wnuka Poety - Adama. I myślę, że przynajmniej poprzez ujawnienie prawdy spłacę Adamowi dług za tę prawdę, z jaką podzielił się ze mną, myślę, że nie przypadkowo... Dlatego tu zamieszczam treść materiału, jaki przygotowałem ponad 10 lat temu do publikacji.
Już wówczas przesłałem ten materiał - z szacunku dla przeszłości jaką wspólnie przyszło nam przeżyć oraz z propozycją ewentualnego uzupełnienia faktów, które w treści tej są zawarte - córce Poety p. Atessie Rudel-Zegadłowicz. Uzupełnienia tych faktów, które Jej syn w swoim pamiętniku być może pominął, a mogłyby stanowić ważne ogniwo tej najnowszej historii gorzeńskiej placówki.
Ale nigdy na mój list Atessa Rudel-Zegadłowicz nie odpowiedziała, co uznaję nie tylko jako niechęć do uzupełnienia mojego materiału, zarówno ze strony tej Pani, jak i pozostałych członków Rady Fundatorów, ale przede wszystkim za zupełną zgodność co do treści, które zatytułowałem jakże znamiennie: CZY ADAM MUSIAŁ ODEJŚĆ?
Bo... wszystko na tym świecie dzieje się za przyczyną Boga, wszystko jest zaplanowane... Ale czy na pewno? Czy nie ma przypadków, że ludzie ludziom gotują ich własny los? Ponieważ odnoszę wrażenie, że tak właśnie jest i że tak było w przypadku śmierci Adama Zegadłowicza, pragnę podzielić się z Państwem znanymi mi faktami, do dziś owianymi tajemnicą, a związanymi z działaniami na rzecz zmiany pierwszego Zarządu Fundacji „Czartak”. Myślę, że jest to jednoznaczny przykład „niesienia pomocy losowi” i nie myślę, ale uważam, że to ludzie Adamowi najbliżsi zgotowali Mu ten los...
Odrębną, niechlubną i mało znaną kartą historii „demokratycznych”, władz Wadowic, jest historia powołanej do życia w roku 1992 Fundacji „Czartak” i jej pierwszego Zarządu, który w większości składał się z członków funkcjonującego w „podziemiu” Towarzystwa Miłośników Ziemi Wadowickiej. Celem tegoż Zarządu, któremu prezesował Franciszek Suknarowski, wiceprezesował Zbyszek Jurczak, a wspierali ich działania członkowie: J. Zeman, J. Zając, E. Rzycki, S. Ocetkiewicz, J. Sobala, A. Zegadłowicz i inni, było przywrócenie społeczeństwu ekspozycji muzealnej w gorzeńskim Muzeum, bezcennych zbiorów Piewcy Beskidów Emila Zegadłowicza. Fundacja, a szczególnie jej Zarząd działały prężnie. Dzięki społecznej działalności małej garstki osób, na przełomie lat 1994/95 zbiory Poety wróciły „z bielskiej niewoli” w Muzeum Okręgowym w Bielsku-Białej i trafiły na krótki czas „pod celę” w wadowickim Zakładzie Karnym, który jako jedyny dysponował pomieszczeniami nadającymi się, w ocenie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, nieżyjącego już Karola Gruszczyka, do przechowywania kolekcji. Trzeba tu dodać, że „zabieg” ten powiódł się też za przyzwoleniem ówczesnego dyrektora tej placówki penitencjarnej – Mieczysława Fortuny.
Część tych zbiorów już 18 lipca 1995 roku, podczas uroczystego otwarcia placówki po piętnastu latach jej niebytu, pokazano zwiedzającym. Otwarto pierwsze pięć pomieszczeń z docelowych dwunastu. Rok 1996 zaowocował oddaniem kolejnych sal. Muzeum żyło. Wokół placówki skupiła się jednak wadowicka inteligencja, w której swe zagrożenie widziała „demokratyczna” władza. Kiedy skupieni wokół Muzeum i Zarządu przygotowali bogaty, całoroczny program obchodów „110 rocznicy urodzin Emila Zegadłowicza”, ta sama władza, która wcześniej nie wykazała żadnego zainteresowania powstaniem placówki, bo jak twierdziła „... Gorzeń, to siedlisko szatatna”, w roku 1998 nagle objawiła chęć przejęcia nad nią „pieczy” i to tylko w celu usunięcia osób zaangażowanych w pracę na rzecz Muzeum Emila Zegadłowicza. Drugim zamiarem było prawdopodobnie zniszczenie placówki.
Fakty toczyły się szybko. Z chwilą ogłoszenia roku jubileuszowego do „akcji” z ramienia Zarządu Miasta wkroczyło rodzeństwo Wodyńskich. Przełom stycznia i lutego 1998 roku obfitował w korespondencję Stanisława Wodyńskiego, a 04 lutego (środa) do Adama Zegadłowicza, poprzez dziennikarza „Kroniki Beskidzkiej” dotarła dyskretna informacja, że „... Kotarba ciepło o nim mówił”. Za kolejne kilka dni, 12 lutego (czwartek), Adam Zegadłowicz prowadził rozmowy z siostrą Ewą Olimpią Wegenke o „... Zbyszku (Jurczak - przyp. red.) i perspektywach fundacji”. 22 lutego (niedziela) prowadzone były kolejne rozmowy z członkami rodziny. 23 luty (poniedziałek) obfitował kolejnym listem do Stanisława Wodyńskiego od rodziny Zegadłowiczów (wysłanym za dopłatą 26 lutego). Nie jest tajemnicą, że Adam Zegadłowicz był człowiekiem chorym, alkoholikiem i właśnie ta choroba na kilka dni wyłączyła go z jego codziennych zajęć oraz z akcji „usunąć Zbyszka”.
Kiedy doszedł do siebie, 18 marca (środa) skreślił kolejne słowa listu do Stanisława Wodyńskiego, który wysłał pięć dni później - 23 marca (poniedziałek). Międzyczasie bowiem, 21 marca (sobota) i 23 marca (poniedziałek) prowadził rozmowy z Michałem Kręciochem, byłym red. naczelnym „NS”. Rozmowy te prowadził również 24 marca (wtorek), a 25 marca (środa) doszło do spotkania M. Kręciocha z Ewą Olimpią Wegenke. 26 marca Adam Zegdłowicz przeprowadził rozmowę telefoniczną z Andrzejem Busiem - pracownikiem GOK w Tomicach, a Ewa Olimpia Wegenke w rozmowie telefonicznej z bratem wyrażała oburzenie, wywołane przygotowanym programem obchodów jubileuszu Dziadka. 29 marca (niedziela) w rozmowie telefonicznej Adam Zegadłowicz poinformował swojego syna, Mikołaja o zmianach jakie zaplanowali z siostrą Ewą i matką - Atessą Zegadłowicz-Rudel. 31 marca (wtorek) Gorzeń nawiedził sam S. Wodyński.
W dwa dni później, 02 kwietnia (czwartek), na rozmowy przybył do Gorzenia Michał Kręcioch. Nie obszedł się bez rozmów również okres Świąt Wielkanocnych, które cała rodzina Zegadłowiczów prowadziła przy świątecznym stole 13 kwietnia (poniedziałek). 26 kwietnia (niedziela) Atessa Zegadłowicz-Rudel wraz z synem Adamem rozmawiali o konieczności podjęcia rozmów z Ewą Filipiak - burmistrzem Wadowic, po czym Adam przeprowadził rozmowę ze swoim szwagrem, Jackiem Sufą, na temat wiceprezesury w nowym Zarządzie. 27 kwietnia (poniedziałek) Adam, w imieniu matki, napisał list do znanego warszawskiego dziennikarza Tadeusza Olszewskiego, a 28 kwietnia (poniedziałek), w/g wyraźnych wskazań matki, list do prof. Włodzimierza Wójcika z Sosnowca - Prezesa Rady Programowo-Naukowej Muzeum.
29 kwietnia (środa) nastąpił przełom w działaniach. Radna Stanisława Wodyńska umówiła się na spotkanie z rodziną w gościnnych progach Gorzenia w dniu następnym, a Ewa Olimpia Wegenke wraz z Adamem udali się do Woźnik na kolejne rozmowy z M. Kręciochem, któremu przedstawili propozycję „wzięcia” wiceprezesury w powoływanym Zarządzie Fundacji. Rozmowy te kontynuowane były w dniu następnym, 30 kwietnia (czwartek). Jednak nie przyniosły one oczekiwanego przez rodzinę Zegadłowiczów rezultatu - M. Kręcioch odmówił przyjęcia jakiejkolwiek funkcji w nowym Zarządzie. Odmowę tą zrekompensowały rodzinie, prowadzone tego samego dnia rozmowy z radną Stanisławą Wodyńską, które na zakończenie Adam ocenił jako „... bardzo owocne”.
02 maja (sobota), podczas trwania „Gorzeńskiej Majówki” przygotowanej przez wciąż funkcjonujący Zarząd Fundacji, nieświadomy podejmowanych przeciw niemu działań, w budynku obok trwały intensywne rozmowy na temat zmian w Zarządzie z członkami Rady Fundatorów: Mikołajem Zegadłowiczem i Marią Ziemianin (wnuczką Poety, córką Halszki). Po przeprowadzonych rozmowach Adam poinformował, że „... Marysia zgadza się na wszystko”. Rozmowę telefoniczną przeprowadziła również Atessa Zegadłowicz-Rudel z prof. W. Wójcikiem. 03 maja (niedziela) Jacek Sufa poinformował Adama, że odmawia przyjęcia proponowanej mu wiceprezesury. Jeszcze tego samego dnia rodzeństwo udało się do Stanisława Stabro. Podczas prawie pięciogodzinnego, życzliwego przyjęcia, złożyli Stanisławowi propozycję prezesury Zarządu. Po chwilowym zastanowieniu się, Stanisław Stabro przyjął zaproponowane stanowisko. Adam Zegadłowicz i Ewa Olimpia Wegenke byli usatysfakcjonowani pierwszym, bądź co bądź, sukcesem w swoich knowaniach. 04 maja (poniedziałek) rodzeństwo kontynuowało rozmowy z A. Busiem, zaś Adam skierował kolejne listy: do Jacka Sufy oraz do Stanisława Stabro. Do drugiego załączył statut Fundacji. Podkreśleniem sukcesów tego dnia była informacja od radnej Stanisławy Wodyńskiej, o zorganizowaniu spotkania z E. Filipiak, dnia 06 maja (środa) o godz. 1300. 05 maja (wtorek) rodzeństwo prowadziło kolejne rozmowy z A. Busiem oraz zaczynało przekonywać do swoich poczynań członków gorzeńskiego Klubu - rodzinę Kotowieckich. Brak jest dokładnego potwierdzenia zajętego stanowiska, a za jedyny dowód przychylności Adam przyjął stwierdzenie, że p. Kotowieccy „... nie akceptują wojny z miastem”. Po powrocie do domu Adam Zegadłowicz przeprowadził rozmowę telefoniczną ze Stanisławem Wodyńskim, który udzielił całkowitego poparcia „partyzanckim” działaniom Rady Fundatorów.
06 maja (środa) o godz. 1300 Zegadłowiczowie udali się do Urzędu Miasta, gdzie uczestniczyli w „spotkaniu na szczycie”. Magistrat reprezentowali: Stanisława Wodyńska, Ewa Filipiak oraz Stanisław Kotarba. Wyniki rozmów objęte są do dzisiaj głęboką tajemnicą, ale możemy wnioskować, że były również „owocne” i „skuteczne”, bo jak podkreślał Adam Zedadłowicz „... rozmowa była miła i konstruktywna” mimo, że „... Staszek trochę ględził”. Tego samego dnia przeprowadzono kolejną rozmowę z A. Busiem. 07 maja (czwartek) na rozmowę z Jackiem Sufą zdecydowała się Ewa Olimpia Wegenke, która przekonywała go do „swojej koncepcji” - wiceprezesury w Zarządzie.
09 maja (sobota), kolejna rozmowa z A. Busiem i kolejny sukses: Jacek Sufa zgodził się na wiceprezesurę. 11 maja (poniedziałek) możemy odnotować jedyny chrześcijański fragment w tej kilkudniowej historii rodziny Zegadłowiczów, bowiem Adam... zredagował list do papieża Jana Pawła II. 12 maja (wtorek) również Adam zredagował na brudno „wypowiedzenie” dla Zbyszka Jurczaka, po czym konsultował jego treść z S. Stabro, który w całości ją zaakceptował. Prawdopodobnie z tą informacją podzielił się również w korespondencji do S. Wodyńskiego i T. Olszewskiego. 13 maja (środa), aby zachować pełną konspirację, Adam Zegadłowicz nie wręczył treści „wypowiedzenia” Z. Jurczakowi osobiście (mimo, że ten kilka razy dziennie przebywał w Gorzeniu), ale wysłał je listem poleconym, na jego domowy adres. Pozostałą korespondencję (Wodyński, Olszewski) wysłał przesyłkami zwykłymi. Tego samego dnia wieczorem Adam prowadził jeszcze rozmowę z Jackiem Czernikiem, mieszkającym w zamian za wykonywanie drobnych prac, kątem w oficynach Muzeum, w trakcie której jemu również zaproponował udział w Zarządzie Fundacji. Propozycja została przyjęta. 14 maja (czwartek) z poparciem kolejny raz zatelefonował S. Wodyński. Adam „stworzył” listy do czterech członków byłego Zarządu: Zemana, Sobali, Ocetkiewicza, Rzyckiego (jednak nie wszystkie dotarły do adresatów - prawdopodobnie z „odgórnego” polecania).
15 maja (piątek) do Gorzenia przybył jeden z głównych inicjatorów „gorzeńskiego sukcesu”, S. Wodyński, z propozycją komunikatu prasowego, sześcioma rzeźbami i... czekiem dla Adasia na... 200,- zł. Można przyjąć, że tyle właśnie warta była dla rodziny Zegadłowiczów praca Zbyszka Jurczaka na rzecz przywrócenia gorzeńskiego Muzeum społeczeństwu?
16 maja (sobota) ten sam „darczyńca” przybył do Adama Zegadłowicza jeszcze dwa razy i jak wynika z wypowiedzi Adama, tylko po to „... by wspierać mnie duchowo”. Jednak Adam był zajęty, musiał wszak, z wsteczną datą - 12 maja (wtorek), przygotować oficjalny protokół z posiedzenia Rady Fundatorów oraz uchwałę dotyczącą odwołania Zbyszka Jurczaka i całego pierwszego Zarządu Fundacji. 17 maja (niedziela) familia Zegadłowiczów podpisała przygotowane dzień wcześniej dokumenty. 18 maja (poniedziałek) Atessa Zegadłowicz-Rudel udzieliła kilku wywiadów dla prasy i jednego dla telewizji. Wyraziła w nich swoje zadowolenie z zaistniałej sytuacji.
20 maja (środa) jest ostatnim dniem niniejszego sprawozdania. W godzinach dopołudniowych kontynuowane były rozmowy z A. Busiem, E. Filipiak i S. Kotarbą, a wieczorem w sali klubowej, z inicjatywy Z. Jurczaka odbyło się ostatnie, pożegnalne i uroczyste posiedzenie pierwszego Zarządu Fundacji, na które, obok rodziny Zegadłowiczów, zaproszono wszystkich wspierających pracę tegoż Zarządu. Ze strony Zegadłowiczów odważyła się przyjść jedynie Atessa Zegadłowicz-Rudel, która już w pierwszym „wejściu” wyraziła oburzenie spowodowane udziałem w spotkaniu osób nie będących w Zarządzie. Emocje ustąpiły, kiedy Z. Jurczak wyjaśnił intencje spotkania - chęć z Jego strony podziękowania wszystkim, którzy przyczynili się swoją społeczną pracą do przywrócenia społeczeństwu, po piętnastu latach niebytu, Muzeum Emila Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym. Tu warto podkreślić, że na taki gest nie było stać Rady Fundatorów, chociaż ta praca do jej świetności się przyczyniała. Dla uściślenia niniejszego sprawozdania podaję, że w spotkaniu, z uwagi na stan zdrowia nie uczestniczył Prezes Zarządu Fundacji „Czartak” - prof. Franciszek Suknarowski, który kilka tygodni później zmarł, nieświadom zmian jakie zaszły w jego „ukochanym Gorzeniu”, nie doczekawszy się słowa podziękowania. No cóż, ale On jedyny znał tę rodzinę od dziesiątek lat i zawsze podkreślał, że to ona „... przynosi największe szkody Poecie”.
Czemu zaznaczyłem, że dzień 20 maja (środa) jest ostatnim dniem sprawozdania? Gdyż wraz z działalnością Zarządu Fundacji „Czartak” zakończyła się „kontrola” działań Adama Zegadłowicza, którą intensywnie prowadzili członkowie Zarządu, a szczególnie bywający w Muzeum kilka razy dziennie Zbyszek Jurczak. Ten koniec „kontroli” sprawił zaś, że Adam popadł w niepamięć i brak zdolności rejestrowania ciągu zdarzeń, z którymi wcześniej dzielił się ze mną.
Zarówno rodzina, jak i pozostali, którzy tą rodzinę pchnęli na „drogę przemian”, pozostawili Adama Zegadłowicza własnemu losowi. Brak kontroli nad finansami Fundacji spowodował, że u Adama w grę weszły pieniądze połączone z jego skłonnościami chorobowymi. Nastąpił u niego ciąg alkoholowy, który z krótkimi przerwami trwał dwa miesiące. Po „przepitych” dwóch miesiącach przyszedł dzień 24 lipca.
Z przeprowadzonych rozmów wiem, że „ktoś” wydał Adamowi polecenie „powstania na nogi” z uwagi na ważne wydarzenia, jakie miały w kolejnych dniach nastąpić.
Adam począł gorączkowo poszukiwać sposobu natychmiastowego „odtrucia” swego organizmu, do jakiego de facto, po wcześniejszych, krótkich „ciągach” już go przyzwyczajono. Kiedy okazało się, że „domowe” sposoby nie wchodzą w rachubę, z powodu konieczności szybkiego „działania”, zdecydował się na szpital...
Ale, Szanowni Państwo, ileż można?
Organizm odpowiedział posłuszeństwa. Najpierw nastąpił stan śmierci klinicznej, z której Adama „siłą wyrwano”, jednak odkorowany mózg odmówił posłuszeństwa... Nastąpiło oczekiwanie... Na śmierć... Nadeszła... Po dwóch miesiącach całkowitej nieświadomości, Adam zmarł 29 października 1998 roku... Zmarł bezsensownie, tak jak bezsensownie odwołano pierwszy Zarząd Fundacji.
Odnosi się wrażenie, że wraz z nim odszedł Adam i że to ludzie zgotowali mu ten los...
 
Dzisiaj, po 10. latach od tamtych wydarzeń, na oficjalnej stronie internetowej Muzeum Emila Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym czytamy:
„... Dzięki staraniom rodziny Poety oraz osób oddanych kulturze regionu w roku 1993 została ustanowiona Fundacja ,,CZARTAK’’, której głównym celem jest przywrócenie świetności Muzeum Emila Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym. Przychylność władz wojewódzkich sprawiła, że zbiory Muzeum wróciły po konserwacji do Gorzenia, dzięki czemu można było zorganizować istniejącą obecnie ekspozycję.
Długoletnim kustoszem Muzeum, człowiekiem, którego zasługi dla tej placówki trudno przecenić, był zmarły w roku 1998 wnuk pisarza, Adam Emil Zegadłowicz-Rudel, historyk sztuki (UJ w Krakowie), publicysta i działacz kulturalny regionu. Dzięki jego niespożytym siłom, zaangażowaniu i prawdziwej pasji Muzeum może dziś z dumą otwierać swe podwoje wszystkim zwiedzającym.
Obecnie Muzeum prezentuje osiem z dwunastu sal ekspozycyjnych. Pozostałe pomieszczenia nadal wymagają remontu,”.
 
Kłamstwo goni kłamstwo!
Istniejącą obecnie ekspozycję można było zorganizować tylko dzięki ogromnemu zaangażowaniu i determinacji tej garstki osób, którą wyżej wymieniłem, a w szczególności dzięki osobistemu i bezinteresownemu zaangazowaniu Franciszka Suknarowskiego, Zbigniewa Jurczaka, Józefa Zemana, Karola Gruszczyka i Mieczysława Fortuny! I nie było w tym żadnego udziału rodziny Zegadłowiczów, bo...
No właśnie – dlaczego?
No bo na tym etapie, ciężkiej pracy, szczególnie fizycznej, nie dało się nic na zbiorach Ojca i Dziadka zarobić!!!
Nigdy też Adam Rudel-Zegadłowicz nie był kustoszem tej placówki i nigdy nie był historykiem sztuki!
Owszem, był fanatykiem swojego Dziadka, pochłoniętym bez reszty wiedzą o jego działaniach i twórczości. Ale to aż tyle, albo tylko tyle...
Dla uściślenia podanej tu informacji dodam, że osiem lat potrzebował Adam na ukończenie egzaminem maturalnym Liceum Ogólnokształcącego w Wadowicach i na tym swoją edukację zakończył!
Zaś fakt, że przez 10. lat oddano zaledwie jedną salę, bo... „... pozostałe pomieszczenia nadal wymagają remontu” – mówi sam za siebie. Szczególnie kiedy poweźmiemy informację, że „... cudownie znikające” z Muzeum eksponaty, co rusz pojawiają się na aukcjach w Poznaniu bądź w krakowskich księgarniach i antykwariatach!
Czy dlatego teraz jest w tym wszystkim rodzina Zegadłowicza - która wcześniej, jeszcze w latach ’80 ub. wieku, zrzekła się wszelkich praw do zbiorów za sowite „wynagrodzenie” od Skarbu Państwa – że można znowu coś... spieniężyć i zarobić na Ojcu i Dziadku!?
Trudno temu twierdzeniu... zaprzeczyć!!!
Ostrzeżenie!  
  Okienkko logowania nie jest wyświetlane, ponieważ dodatek "Ukryte strony" nie został aktywowany na tej stronie  
Reklama  
   
Stronę odwiedziło już 34786 odwiedzający (86155 wejścia) osób.
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=